Artykuł to przegląd sytuacji w Polsce od czasów upadku PRL-u. Rozpoczyna się od zwrócenia uwagi na marsz przeciwników Lecha Wałęsy w 1993 roku. Demonstrujący posądzali ówczesnego prezydenta o współpracę z rosyjskim wywiadem i skandowali "Chcemy prezydenta, nie agenta".

 

Dziennik podkreśla, że Wałęsa to lider NSZZ "Solidarność" i człowiek, który przyczynił się do upadku ZSRR. Wśród demonstrujących był Jarosław Kaczyński, który - jak wspomina dziennik - mówił o Wałęsie: "miał być naszym prezydentem, a okazało się, że jest prezydentem ich, czerwonych".


Źródłem współczesnego sporu w polskim społeczeństwie jest, zdaniem "Guardiana", krytyczna ocena Kaczyńskiego ostatnich 26 lat demokracji. Dziennik przypomina teorię o "układzie" z kampanii wyborczej poprzedzającej wcześniejsze rządy PiS-u, a także niewyjaśnioną według tej partii sprawę katastrofy smoleńskiej.

 

"Gorszy sort Polaków"


"Prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szydło są całkowicie podlegli Kaczyńskiemu" - kontynuuje autor tekstu. Nazywa Kaczyńskiego "w połowie Yodą, w połowie Karlem Lagerfledem, który ze swojego biura w centrum Warszawy kieruje prawie 40-milionowym krajem". Nawiązuje w ten sposób do czarnego stroju, który nosi szef PiS od śmierci brata.


"Guardian" przypomina  też słowa Kaczyńskiego o "gorszym sorcie Polaków" i wskazuje na jego styl przemawiania, przekonujący, że niemal za wszystkim stoi jakiś spisek.

 

Uwadze dziennika nie umknęła przedwyborcza wypowiedź o imigrantach, którzy "mogą ze sobą przywieźć choroby zakaźne".

 

"Komunistyczne metody PiS"


"PiS zaoferował Polakom komfortowy świat - jak z komiksu - gdzie prawdziwi patrioci postępują zawsze dobrze. Koncepcja »układu« pozwoliła z kolei przedstawić Kaczyńskiego i jego zwolenników jako spadkobierców tradycji polskiego oporu przeciwko okupantowi" – ocenia dziennik.


I konkluduje, że ideologia PiS polega na uznaniu, iż Polska jest w stanie bezprawia i niesprawiedliwości. "Jeśli państwo jest nielegalne, to normalne zasady politycznego zachowania nie mają już zastosowania". Gdy demonstranci zgromadzili się w grudniu przed budynkiem Trybunału Konstytucjnego Jarosław Kaczyński określił to jako kolejną próbę ratowania swoich przywilejów przez "system".

 

Zdaniem dziennika, w Polsce wytworzyła się paradoksalna sytuacja, w której partia starająca się zwalczać istniejące rzekomo w państwie struktury postkomunistyczne sama używa do tego komunistycznych metod i chce w ten sposób zawładnąć krajem.


"Wielu Polaków wierzy, że ich kraj znajduje się w stanie ciągłego oblężenia (...) Lider PiS wykorzystuje tę wiarę i stawia znak równości między swoimi przeciwnikami politycznymi i historycznymi wrogami Polski. Skupia uwagę opinii publicznej na "podejrzanych" wątkach z ich przeszłości" – uważa "Guardian".

 

Teoria spiskowa usprawiedliwi wszystko


"Jak we wszystkich dobrych teoriach spiskowych »system« ma swoją wewnętrzną logikę, która próbuje wyjaśnić świat. (...) Katastrofa smoleńska to świetny przykład". 

 

Zdaniem autora tekstu, "system" oferuje motyw: Rosja zabiła Lecha Kaczyńskiego, bo próbował usunąć rosyjskie, postkomunistyczne wpływy z kraju. Rządząca wtedy PO ukryła zabójstwo prezydenta, ponieważ chciała zachować zyski płynące z utrzymania "rosyjsko-komunistycznych" wpływów i skorzystać z usunięcia wpływowego polityka.

 

Istnienie "systemu" usprawiedliwia też zemstę – tak jak możliwość postawienia byłego premiera Donalda Tuska przed Trybunałem Stanu, o czym mówił PiS w grudniu. Dziennik zauważa, że "system" wyjaśnia Smoleńsk, a Smoleńsk - istnienie "systemu".


"Nie jest jasne, czy Jarosław Kaczyński jest więźniem logiki politycznego systemu, w którym dorastał, czy zaplanował swoje działanie tak, by zemścić się za porządek konstytucyjny, który powstał, gdy establishment postawił go na boku. Jest za to jasne, że jego brak akceptacji dla faktu, że Polska może być dzisiaj wolna sprawił, iż stał się najpotężniejszym człowiekiem w jednym z największych krajów Europy" - konkluduje brytyjski dziennik.

 

theguardian.com