Zdaniem Semki "posiadanie przez osoby do tego nieuprawnione dokumentów był w Polsce problemem tabu".

 

"Generałowa Kiszczakowa straciła po śmierci męża instynkt samozachowawczy"


Według Stankiewicza ujawnienie, że gen. Kiszczak przechowywał w domu dokumenty to "konkretny dowód na to, że ludzie poprzedniego systemu zabierali sobie dokumenty jako polisę ubezpieczeniowe. Gen. Kiszczak miał prywatne archiwum przez ćwierć wieku. Wszyscy podejrzewali że tak jest, ale nikt nic nie robił".


- Generałowa Kiszczakowa straciła po śmierci męża instynkt samozachowawczy - sama ściągnęła sobie na głowę kłopoty – komentował Piotr Semka.

 

Maria Kiszczak zwróciła się we wtorek do IPN z informacją, że posiada dokumenty męża i może je odsprzedać. IPN podjął decyzję o przejęciu dokumentów w asyście policji na podstawie art. 28 ustawy o Instytucie.

 

"Gen. Kiszczak kilka razy wypuszczał sugestie"


- Jeżeli generał traktował te archiwa jako polisę ubezpieczeniową, to ona zadziałała. Kiszczak de facto uniknął poważniejszej odpowiedzialność prawno-karnej za stan wojenny – stwierdził Stankiewicz i dodał, że "ci którzy są przekonani że Lech Wałęsa był agentem Bolkiem, wiążą  z tym archiwum dużą nadzieję. Gen. Kiszczak wypuszczał kilka razy takie sugestie, że jest w posiadaniu takich dokumentów".


Jego zdaniem "jeśli są tam dokumenty przełomowe w sprawie Bolka, to nie ma to szczególnego waloru nowości, ważniejsze byłby dokumenty dotyczące innych osób, działaczy opozycji". - To może być wstrząs dla polskiej sceny politycznej – stwierdził Andrzej Stankiewicz.