Mohamad Bilal i Yusufu Mieraili zostali przewiezieni ze skutymi rękami i stopami do sądu, w którym w listopadzie ub.r. zostali oskarżeni m.in. o morderstwo i posiadanie materiałów wybuchowych.

 

Według policji podczas śledztwa obaj mężczyźni przyznali się do udziału w ataku bombowym z 17 sierpnia 2015 roku. Jednak w poniedziałek ich adwokat powiedział dziennikarzom, że te zeznania wymuszono na nich torturami.

 

Pozostali podejrzani wciąż na wolności

 

Oskarżeni są według władz Ujgurami, czyli członkami muzułmańskiej mniejszości z chińskiego regionu Sinkiang. Są to jedyni zatrzymani w związku z zamachem. Policja wciąż szuka 15 pozostałych podejrzanych. Funkcjonariusze podejrzewają, że atak był zemstą grup przestępczych za policyjną kampanię przeciwko handlowi ludźmi.

 

Policja uważa, że Bilal jest mężczyzną, którego zarejestrował monitoring w dniu ataku. Na nagraniu widać, jak ubrany w żółty t-shirt mężczyzna wchodzi do świątyni z plecakiem, a wychodzi już bez niego. Mieraili, według władz, miał zdetonować bombę.

Śledztwo, pełne nieprawidłowości i sprzecznych oświadczeń policji i wojskowych władz, wywołało liczne spekulacje na temat motywów zamachu.

 

Jedną z teorii badanych przez policję jest zemsta mniejszości ujgurskiej na Chińczykach. W lipcu tajlandzkie władze deportowały ponad 100 Ujgurów do Chin, którzy chcieli udać się do Turcji i prosić tam o azyl. Deportacja wywołała międzynarodowe protesty, bowiem ta muzułmańska grupa etniczna jest prześladowana przez władze w Pekinie.

 

Najkrwawszy atak w Tajlandii w ostatnich latach

 

Tę tezę wydaje się potwierdzać fakt, że świątynia Erawan w centrum Bangkoku, gdzie doszło do ataku, jest bardzo popularna wśród chińskich turystów, a wśród ofiar zamachu było wielu obywateli Chin. Ponad 120 osób zostało rannych w tym najkrwawszym ataku w Tajlandii w ostatnich latach.

 

Mieraili został zatrzymany na początku września ub.r. przy granicy tajlandzko-kambodżańskiej. Miał przy sobie chiński paszport, w którym zapisano, że pochodzi z Sinkiangu. Bilala pierwotnie zidentyfikowano jako Adema Karadaga, czyli po nazwisku wpisanym w fałszywym paszporcie, którym się legitymował, gdy go zatrzymano.

 

PAP