- W ogóle się nie boję. Widziałem, że ludzie prowadzą tu normalne życie, spacerują, chodzą na plaże, przesiadują w restauracjach, zajmują się swoimi sprawami. Wyszedłem wieczorem, choć wiedziałem, że jest to pewne ryzyko, ale cieszę się, że po prostu jestem tu ponownie. Jeśli zachoruję, to po prostu będę miał pecha - zaznaczył piąty w światowym rankingu ATP Nadal. Na razie Hiszpan jest zachwycony widokami. 

Spokój zachowuje także sklasyfikowany o jedną pozycję niżej Ferrer.

 

- Zapewniono nas, że zrobiono wszystko, co możliwe, aby wyeliminować obecność komarów. Na noc zakładamy długie spodnie, ale nie mamy obsesji na punkcie potencjalnego zakażenia - zastrzegł niżej notowany z Hiszpanów.

 

To trzecia edycja turnieju w Rio de Janeiro. Pierwszą wygrał Nadal, a kolejną... Ferrer.

 

W ostatnich dniach kilku sportowców, którzy planują przylecieć do Rio de Janerio na sierpniowe igrzyska, wyraziło zaniepokojenie rozprzestrzeniającym się wirusem. Jak poinformowała Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), zakażenie nim stwierdzono już w ponad 30 krajach, a Brazylia odczuła to w największym stopniu - począwszy od 2015 roku odnotowano tam 1,5 mln zainfekowanych osób.

 

PAP