Wystąpienie Jaceniuka oczekiwane jest po południu. Dotychczas pod wnioskiem o wotum nieufności podpisało się około 100 posłów; by zostało ono rozpatrzone przez parlament, należy zebrać 150 podpisów. Dopiero po tym może dojść do głosowania w sprawie usunięcia rządu, do czego wymagane jest 226 głosów w liczącej formalnie 450 osób Radzie Najwyższej.

 

Blok Poroszenki poprze dymisję rządu

 

Do zbierania podpisów przyłączył się partner koalicyjny partii Jaceniuka Front Ludowy - prezydencki Blok Petra Poroszneki. Dzień wcześniej frakcja ta oceniła pracę Rady Ministrów jako "niezadowalającą" i oświadczyła, że poprze dymisję rządu.

 

Podpisy pod wnioskiem wotum nieufności zbierają także: partia Batkiwszczyna b. premier Julii Tymoszenko, Radykalna Partia Deputowanego Ołeha Laszki, Samopomoc mera Lwowa Andrija Sadowego i Blok Opozycyjny, który wywodzi się z Partii Regionów obalonego w 2014 r. b. prezydenta Wiktora Janukowycza.

 

Zachodni partnerzy obawiają się destabilizacji

 

Wotum nieufności dla rządu Jaceniuka może oznaczać, że na Ukrainie może dojść do wcześniejszych wyborów parlamentarnych. Przeciwko nim występują jednak zachodni partnerzy Kijowa, którzy obawiają się, że wywołają one destabilizację. Zagrożony może być również program finansowania ukraińskiej gospodarki realizowany przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

 

Rząd Jaceniuka krytykowany jest przede wszystkim za brak woli do zdecydowanej walki z korupcją i opieszałość w reformowaniu państwa. Na początku lutego do dymisji podał się pochodzący z Litwy minister rozwoju gospodarczego Aivaras Abromaviczus, który wprost oświadczył, że reformy na Ukrainie są umyślnie blokowane.

 

Abromaviczius wyjaśniał potem mediom zachodnim, że jego dymisja powinna być "znakiem ostrzegawczym, że proces reform musi być kontynuowany z nową przejrzystością". Jego zdaniem najlepszym sposobem na zagwarantowanie, że zmiany będą wprowadzane, byłyby rząd technokratów, na którego czele stanęłaby urodzona w USA minister finansów Natalia Jaresko.

 

PAP