Maj oświadczył wówczas, że zrezygnował ze stanowiska m.in. dlatego, że byli funkcjonariusze Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji (tzw. policja w policji) przygotowywali wobec niego prowokację  i wykorzystali materiały sprzed kilkunastu lat, kiedy prowadził pracę operacyjną.


- Złożyłem rezygnację, żeby nie obciążać całej formacji - tłumaczył Maj na specjalnie zwołanej konferencji prasowej.


"Nie może być wątpliwości co do komendanta głównego policji"


Według medialnych doniesień chodzi o wydarzenia sprzed kilkunastu lat, kiedy Maj pracował w Kaliszu. Były informator policji miał go szantażować; sugerował, że Maj przyjął od niego pięć butelek alkoholu, a także pożyczył dziesięć tys. zł, których nie oddał.


Insp. Maj oświadczył, że badane są "okoliczności i donosy, które nie mają żadnego pokrycia w faktach". Jak powiedział, chodzi o sprawę z 2003 roku, która została wyjaśniona w roku 2010. - Teraz cały czas wraca, od kiedy zostałem komendantem głównym policji - powiedział Maj. Dodał, że o sprawie dowiedział się od dziennikarzy.


Błaszczak powiedział, że doszedł do wniosku, że w tej sytuacji jedynym dobrym rozwiązaniem jest rekomendowanie premier Beacie Szydło odwołania insp. Maja ze stanowiska komendanta głównego policji. Dlatego - dodał szef MSWiA - "że nie może być wątpliwości co do komendanta głównego policji".


Stanowisko objął w grudniu


Maj był komendantem głównym policji przez dwa miesiące. MSWiA poinformowało, że "w ramach istniejących możliwości prawnych procedury sprawdzające kandydata na Komendanta Głównego Policji z całą starannością zostały dopełnione".


Obowiązki szefa KGP przejął dotychczasowy pierwszy zastępca mł. insp. Andrzej Szymczyk.

 

PAP