W ocenie publicysty do największych porażek kanclerz Angeli Merkel należy brak wsparcia ze strony Francji. Komentator przypomina, że nawet podczas kryzysu wspólnej waluty euro, pomimo że oba kraje miały do siebie dużo pretensji, "niemiecko-francuski motor w końcu zaskoczył".

 

"Niemcy w ślepej uliczce"

 

"W przypadku uchodźców Francja wprowadza górny pułap liczby imigrantów, których chce przyjąć" - czytamy w "FAZ". "Nawet Austria i Szwecja, które też są celem imigrantów, przestały wierzyć w polityczny kunszt niemieckiej kanclerz i szukają ratunku w narodowej izolacji" - pisze Busse.

 

"Można długo spierać się o to, kto odpowiada za to, że Niemcy znalazły się w tej ślepej uliczce" - zauważa publicysta. Jego zdaniem, odpowiedzialność spada nie tylko na Merkel, która "nie jest przecież odpowiedzialna za wojny i fatalne warunki życia, które zmuszają ludzi do imigracji".

 

"Siła ssąca" polityki otwartych drzwi

 

"W Berlinie nie doceniono jednak widocznie »siły ssącej« polityki otwartych drzwi i zbyt późno zrozumiano, że inni Europejczycy nie są gotowi do ponoszenia skutków tej decyzji" - czytamy w "FAZ".

 

Busse zwraca uwagę, że na szlaku bałkańskim i na przełęczy Brenner "inne rządy zaczynają przejmować inicjatywę". "Można to odczytać jako nauczkę dla Niemców, że ich władza w Europie nie sięga tak daleko, jak wielu z nich myślało" - pisze komentator.

 

Merkel sama uznała szczyt UE w tym tygodniu za szczyt decydujący. Zdaniem dziennikarza raczej nie należy spodziewać się po tym spotkaniu zasadniczych zmian w polityce migracyjnej.

 

"Niemiecki rząd zapewne zapłaci wysoką cenę, jeżeli będzie chciał zachować obszar Schengen, gdyż będzie musiał sam przyjąć lwią część planowanego kontyngentu uchodźców, aby przerwać strumień nielegalnych przybyszów" - pisze publicysta.

 

PAP