- Wtedy chodziło jedynie o ubezpieczenie, teraz musimy myśleć o teraźniejszości, o tym, jak za pomocą naszej obecności odstraszać, jak możemy zademonstrować naszą wolę, że rzeczywiście chcemy chronić naszą wschodnią flankę - powiedział szef polskiej dyplomacji podczas dyskusji o przyszłości NATO na 52. Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.

 

Waszczykowski wyjaśnił, że deklaracja z 1997 roku dotyczyła dwóch kwestii. Jedną z nich był zakaz rozmieszczania na terytorium nowych krajów NATO oddziałów i instalacji wojskowych. - Ta część deklaracji przestała obowiązywać - podkreślił minister. Jego zdaniem deklaracja została wydana "w zupełnie innej politycznej sytuacji", kiedy inna była Rosja, inna była też sytuacja bezpieczeństwa. Zastrzegł, że druga część deklaracji dotycząca kanałów komunikacyjnych z Rosją powinna nadal obowiązywać.

 

Waszczykowski zaznaczył, że Polska "nie prosi o przywileje, lecz o równe traktowanie w NATO". Jak podkreślił, zachodnia część Sojuszu jest broniona przez wojsko i instalacje wojskowe, natomiast Europa Środkowa, czyli flanka wschodnia, "dysponuje niższym statusem bezpieczeństwa". - Musimy doprowadzić do równouprawnienia - postulował minister. Tłumaczył, że nie interesuje go "symboliczna obecność" wojsk Sojuszu, lecz skuteczna "obrona na pierwszej linii".

 

Rosja chce "nowego zdefiniowania ładu międzynarodowego"

 

Polski minister zwrócił uwagę na wypowiedzi w Monachium premiera Rosji Dmitrija Miedwiediewa oraz szefa MSZ tego kraju Siergieja Ławrowa, które świadczą - jego zdaniem - o zamiarach Rosji „nowego zdefiniowania ładu międzynarodowego”. Ostro skrytykował działania Moskwy wobec Kijowa. - To, co widzimy na Wschodzie, to nie jest kryzys ukraiński, ani też wojna domowa, to jest rosyjska agresja przeciwko Ukrainie - powiedział.

 

Waszczykowski zapewnił, że Polska popiera rozwijanie kontaktów z Rosją, jednak „powrót do dialogu” z nią nie może oznaczać, że Rosja otrzyma prawo weta wobec decyzji o Europie Środkowej. - To byłby chaos - ostrzegł.

 

"Uzasadnione obawy"

 

Stanowisko szefa polskiej dyplomacji spotkało się z mieszanymi reakcjami uczestników dyskusji. Minister obrony Norwegii Erna Solberg zgodziła się, że Sojusz powinien wzmocnić swoje zdolności odstraszania. Jednak nowe formy konfliktów, w tym wojna hybrydowa, nie wymagają zwiększania liczby żołnierzy na granicach - argumentowała szefowa norweskiego resortu obrony. - Nie mogę zgodzić się z poglądem, że potrzeba więcej baz wojskowych - powiedziała.

 

Brytyjski minister obrony Michael Fallon uznał natomiast obawy Polski i innych krajów regionu spowodowane „rosyjskimi awanturami” za uzasadnione. Do krytyki Rosji przyłączył się minister obrony Szwecji Peter Hultqvist. - Nielegalna aneksja Krymu nie może zostać uznana za status quo - przekonywał. Rosja stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa europejskiego - mówił szwedzki minister.

 

"Rosyjskiego zagrożenia nie ma"

 

W czasie przeznaczonym na pytania zabrał głos, polemizując z uczestnikami dyskusji, ambasador Rosji przy NATO Aleksandr Gruszko. - Nie istnieje rosyjskie zagrożenie. Nie jesteśmy zainteresowani konfrontacją z NATO - zapewnił rosyjski dyplomata. - Kiedy NATO skończy ze wzmaganiem wrażenia, że Rosja może zaatakować kraje bałtyckie, Polskę lub inne państwa? - zapytał.

 

Problemów bezpieczeństwa międzynarodowego nie da się - jego zdaniem - rozwiązać bez udziału Rosji. Wytknął Waszczykowskiemu, że troszczy się tylko o "swoją część Europy". - Bezpieczeństwo jest niepodzielne - zauważył Gruszko. - Polska nie podjęła kroków wojskowych przeciwko Rosji. NATO także nie groziło jej atakami nuklearnymi - ripostował Waszczykowski.

 

Polski minister wspomniał o rosyjskich manewrach wojskowych Zapad, podczas których Rosja wspólnie z Białorusią ćwiczyła atak na Polskę za pomocą środków nuklearnych z Warszawą jako konkretnym celem. - Istnieje zagrożenia ze strony Rosji - powiedział szef polskiej dyplomacji. Wymienił w tym kontekście wojnę w Gruzji, działania przeciwko Ukrainie oraz udział Rosji w wojnie w Syrii. - Musimy traktować to poważnie - zaznaczył Waszczykowski.

 

Politycy niemieccy nie brali udziału w tym panelu. We wcześniejszych wypowiedziach zarówno szef MSZ Frank-Walter Steinmeier, jak i minister obrony Ursula von der Leyen dawali jednoznacznie do zrozumienia, że chcą przestrzegać porozumienia z Rosją z 1997 roku pomimo naruszenia go przez Moskwę.

 

PAP