Carter ogłosił tę wiadomość po zakończeniu spotkania z ministrem obrony Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Odmówił jednak podania szczegółów, w tym dokładnej liczby żołnierzy jakie to państwo Zatoki Perskiej ma wysłać do Syrii. Powiedział jedynie, że wezmą oni udział w działaniach kierowanych przez USA i wspomaganych przez siły specjalne Arabii Saudyjskiej, a mających doprowadzić do wyszkolenia sunnickich bojowników chcących odbić z rąk IS ar-Rakkę.


- Nie ma rozejmu w walkach z ISIL (Islamskie Państwo Iraku i Lewantu - dawna nazwa IS). Jesteśmy co do tego przekonani - mówił Carter w Brukseli.


Pomoc humanitarna i tymczasowe zawieszenie broni


W nocy z czwartku na piątek ogłoszono, że światowe mocarstwa osiągnęły w Monachium porozumienie w sprawie planu, który ma doprowadzić do wstrzymania działań wojennych i przełamać impas w syryjskim konflikcie. Ustalony przez szefów dyplomacji plan przewiduje, że w ciągu tygodnia rozpocznie się stopniowe ograniczanie działań wojennych. Poinformowano także o osiągnięciu porozumienia ws. dostarczenia pomocy humanitarnej do oblężonych miast w Syrii. Carter zaznaczył jednak, że Amerykanie nie wezmą udziału w tych dostawach.


Wcześniej w tym tygodniu szef saudyjskiego MSZ Adil ibn Ahmad ad-Dżubeir zapowiedział, że jeżeli międzynarodowa koalicja dowodzona przez USA zdecyduje się wysłać do Syrii wojska lądowe, wtedy Arabia Saudyjska będzie gotowa oddelegować na potrzeby operacji swoje siły specjalne.


Według oficjalnych danych od początku syryjskiego konfliktu w marcu 2011 roku zginęło ponad 260 tys. osób; kilka milionów Syryjczyków musiało uciekać z kraju przed wojną. Z kolei w czwartek brytyjski dziennik "Guardian", powołując się na think tank pod nazwą Syryjski Ośrodek Badań Politycznych, napisał, że syryjska wojna domowa pochłonęła 470 tys. ofiar śmiertelnych.

 

PAP