Policja przekazała prokuratorom raport z działań specjalnej grupy wyjaśniającej tzw. aferę podsłuchową w rządzie Platformy Obywatelskiej. Znalazły się w  nim wskazania dotyczące złamania policyjnych procedur. Zabrakło jednak dowodów na to, by policjanci inwigilowali dziennikarzy.

 

Jedyną konsekwencją tego raportu mogą być postępowania dyscyplinarne a nie karne. Stąd też prokuratorzy zdecydowali, że nie będzie śledztwa w tej sprawie - informuje Radio ZET.

 

"Brak informacji wskazujących na popełnienie przestępstwa"

 

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Przemysław Nowak potwierdził, że w raporcie z wynikami audytu Komendy Głównej Policji "nie ma informacji, które wskazywałyby na uzasadnione podejrzenie popełnienia jakiegokolwiek przestępstwa". - W tym w szczególności przestępstwa polegającego na przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych - podkreślił.

 

Rzecznik przypomniał, że prokurator nie podjął na nowo zakończonego w zeszłym roku postepowania. - Nie mamy danych, aby prowadzić jakiekolwiek postępowanie - powiedział Nowak.


- Z informacji otrzymanych z Komendy Głównej Policji wynika, że czynności kontrolne dalej są prowadzone. Prokurator zwróci się za jakiś czas, czy dalej prowadzone czynności doprowadziły do ustalenia nowych faktów i okoliczności. Ewentualnie poprosimy o ich nadesłanie - wyjaśnił Przemysław Nowak. 

 

Platforma domaga się odtajnienia raportu

 

Politycy PO zażądali w piątek odtajnienia raportu KGP z audytu ws. działań Biura Spraw Wewnętrznych w związku z "aferą taśmową" oraz dymisji szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka. Zdaniem PO, audyt stał się podstawą do formułowania przez PiS pomówień dot. podsłuchiwania dziennikarzy.

 

- Platforma oczekuje odtajnienia tego audytu, żeby wszyscy mogli poznać to kolejne kłamstwo PiS, a jeśli PiS, premier Szydło, minister spraw wewnętrznych nie będą chcieli tego audytu odtajnić, to będziemy wnosić o zamknięte posiedzenie Sejmu, aby wszyscy posłowie mogli się zapoznać z tym audytem i z sytuacją, która miała miejsce, związana z podsłuchami, których nie było - oświadczył szef klubu PO Sławomir Neumann.

 

Zdaniem polityków PO audyt był "podstawą haniebnego donosu premier Beaty Szydło, który w czasie debaty w Parlamencie Europejskim w Strasburgu był rozdawany przez posłów PiS". Chodzi o materiał, który przed styczniową debatą w PE na temat Polski przygotowali eurodeputowani PiS. Znalazła się tam m.in. informacja, że "ponad 80 dziennikarzy i prawników, którzy zajmowali się sprawą obciążających poprzedni rząd nagrań, znalazło się na podsłuchu".

 

PAP