- Będziemy oczekiwali wyjaśnień, z jakiego powodu dochodzi do rezygnacji, jaki jest w tym udział ministra spraw wewnętrznych i czy to jest rezygnacja wymuszona, czy to jest osobista decyzja komendanta głównego - zapowiedział Schetyna, były szef MSWIA.

 

Przyznał, że to bardzo trudna sprawa i delikatna. - Szczególnie, jeżeli to się dzieje po kilku tygodniach. W złej atmosferze to się wszystko zaczynało. Zawsze decyzje personalne odnośnie tak ważnych stanowisk jak komendant główny policji są czymś niedobrym i pokazują, że  ministerstwo spraw wewnętrznych i administracji nie funkcjonuje tak, jak powinno - wyjaśnił.


Podobną ocenę wygłosił na antenie Polsat News Tomasz Lenc z PO. - To szokująca informacja. Rzeczywiście zaskakująca. Nie znamy przyczyn tej rezygnacji, ale to pokazuje, że coś złego dzieje się w MSWiA. Nie ma stabilności w służbach, które powinny dbać o bezpieczeństwo. To zła wiadomość - ocenił.

 

Kukiz: słyszałem sugestie o powiązaniu policji z przestępcami


Ja ubolewam, że Maj tak szybko podjął tę decyzję i nie wiem, czy polecił kogoś na swoje miejsce - powiedział wiceprzewodniczący sejmowej komisji ds. służb specjalnych Paweł Kukiz. - Ktokolwiek byłby teraz komendantem głównym, to będzie miał ogromne problemy z reorganizacją tej instytucji, Komendy Głównej Policji - podkreślił.


Kukiz powiedział, że docierają do niego informacje od policjantów z różnych rejonów Polski "o fatalnym funkcjonowaniu komend powiatowych, wręcz sugerują powiązanie wielu funkcjonariuszy ze zorganizowanymi grupami przestępczymi".


Zaznaczył, że tę sprawę zamierza poruszyć na najbliższym posiedzeniu komisji ds. służb specjalnych i że będzie o niej rozmawiał z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą.


Petru: kraj w rękach dyletantów


- To świadczy o zupełnym chaosie w rządach PiS. Człowiek, który robi show, który pokazuje, że gabinet byłego komendanta jest za drogi, po dwóch miesiącach prawdopodobnie wpada na jakąś aferę i musi podać się do dymisji - powiedział Petru, nawiązując do konferencji prasowej Maja ze stycznia, kiedy pokazywał gabinet swojego poprzednika.


- Dobra zmiana trwała dwa miesiące, teraz będzie poszukiwanie nowego komendanta, to tylko pokazuje w rękach jakich dyletantów jest nasz kraj, nawet nie są w stanie dobrze komendanta policji powołać - powiedział lider Nowoczesnej.

 

"Minister musiał wiedzieć"

 

Były szef resortu spraw wewnętrznych Janusz Kaczmarek stwierdził z kolei na antenie Polsat News, że rezygnacja Maja nie jest samoistną decyzją komendanta. - Na pewno minister musiał wiedzieć, nie wyobrażam sobie innej sytuacji, i na pewno dokonano pewnego rodzaju oceny, czy lepiej trwać na tym stanowisku - i być zarzucanym różnego rodzaju insynuacjami(...), czy też lepiej podjąć decyzję na zasadzie, że oto komendant główny odchodzi i faktycznie nie będzie ta sprawa przez jakiś dłuższy czas rozgrzebywana - mówił Kaczmarek.

 

"Komendant zaczął fatalnie"


Były oficer policji Dariusz Loranty  podkreślił, że w "w tym resorcie zasada powoływania się na sprawy osobiste jest standardem", podobnie jak we wszystkich służbach, w CBŚP, w Straży Granicznej. - Jeszcze nigdy nie słyszałem prawdziwego powodu dymisji w oficjalnej wypowiedzi - zauważył Loranty.

 

Zauważył też, że komendant zaczął pełnić swoją funkcję fatalnie. - Będzie mi się zawsze kojarzył z bidetem, wyjątkowo niepoważną zagrywką pijarową - powiedział  nawiązując do konferencji prasowej Zbigniewa Maja po objęciu stanowiska. Komendant pokazywał dziennikarzom łazienki byłych szefów policji i mówił o "Bizancjum na poziomie władzy". 

 

"Komendant powinien być krystalicznie czysty"


Ekspert ds. bezpieczeństwa narodowego z Akademii Obrony Narodowej Maciej Karwas podkreślał, że byłoby niepokojące, gdyby "niedomagania jednego ogniwa rzutowały na całą kwestię bezpieczeństwa". - Niemniej jednak niepokojąca jest kwestia związana z procedurami, a w zasadzie okolicznościami dotyczącymi powołania na stanowisko. Bo dobrze jest, jeśli komendant główny policji, niezależnie kto nim będzie, był krystalicznie czysty.


Wyraził zaniepokojenie, że dopiero dzisiaj wychodzą na jaw fakty, "które znane były od kilku lat".

 

Inspektor Maj mówi o prowokacji

 

- Dotknąłem układów, które od lat funkcjonowały w wielu miejscach w policji, i zostałem zaatakowany - tak insp. Zbigniew Maj tłumaczył w czwartek swoją dymisję. Dodał, że wie, iż byli pracownicy Biura Spraw Wewnętrznych "przygotowali wobec niego prowokację".

 

Według medialnych doniesień w całej sprawie chodzi o wydarzenia sprzed kilkunastu lat, kiedy Maj pracował w Kaliszu. Były informator policji miał go szantażować; sugerował, że Maj przyjął od niego 5 butelek alkoholu, a także pożyczył 10 tys. zł, których nie oddał.

 

Insp. Maj oświadczył, że badane są "okoliczności i donosy, które nie mają żadnego pokrycia w faktach". Jak powiedział, chodzi sprawę z 2003 roku, która została wyjaśniona w 2010 roku. - Teraz cały czas wraca, od kiedy zostałem komendantem głównym policji - powiedział. Dodał, że o sprawie dowiedział się od dziennikarzy.

 

Tłumacząc powody swojej rezygnacji, Maj powiedział, że nie może "skutecznie pracować w atmosferze insynuacji i pomówień".