Wcześniej media informowały, że żołnierze przez cztery noce spali pod gołym niebem, od grudnia nie mieli dostępu do prysznica, nie otrzymywali na czas wyżywienia, a wodę wytapiali ze śniegu. Wszystko to działo się na poligonie o nazwie Szyrokyj Łan.

 

Przeszli pieszo 50 km

 

W poniedziałek żołnierze (wśród nich ci, którzy wcześniej walczyli z separatystami w Donbasie) zbuntowali się i pieszo wyruszyli do oddalonego o 50 kilometrów Mikołajowa, gdzie poskarżyli się na swoich zwierzchników w prokuraturze miejscowego garnizonu wojskowego.

 

- Warunki, w których przebywali ci żołnierze, były następstwem złamania przez dowództwo wszystkich przewidzianych regulaminami instrukcji - oświadczył Matios w programie telewizyjnym. Prokurator zapewnił, że żołnierzom, którzy samowolnie oddalili się z jednostki, by złożyć skargę, nie grozi pociągnięcie do odpowiedzialności.

 

Brakowało jedzenia, prądu i drewna na opał

 

Dziennikarz Dmytro Hnap przytoczył na swoim profilu na Facebooku relację jednego z żołnierzy z Szyrokiego Łanu, który przekazał mu zdjęcia pozbawionych podłóg namiotów wojskowych i napisał, że na poligonie nie było nie tylko jedzenia, ale też brakowało prądu i drewna na opał.

 

"Lekarze niczego nie leczą, nie można dostać się do szpitala, o praniu w ogóle milczę. Dowódca brygady grozi za nieposłuszeństwo (spotkaniem z - przyp.red.) wywiadem. Otwarcie mówi, że wydał rozkaz walenia w szczękę. Wielu zostało pobitych, odebrano im książeczki wojskowe, dowody osobiste, karty bankomatowe, pieniądze" - czytamy we wpisie. "Wszyscy mówią o jednym: odwieźcie nas z powrotem na linię frontu, tam chociaż jest za co umierać" - napisał żołnierz.

 

Sprawą Szyrokiego Łanu zajmuje się już ukraiński rzecznik praw człowieka. Śledztwo w tej sprawie prowadzą władze wojskowe, a poligon odwiedził szef Sztabu Generalnego generał Wiktor Mużenko. Żołnierze relacjonują mediom, że gdy sprawę nagłośniono, ich sytuacja znacznie się poprawiła.

 

PAP