Hanning brał udział w walkach na froncie, a w styczniu 1942 roku został odkomenderowany do oddziału wartowniczego w obozie Auschwitz. Esesman pełnił służbę w obozie Auschwitz I. Był też obecny przy przyjmowaniu transportów i selekcji więźniów kierowanych do obozu zagłady Birkenau.

 

W stopniu plutonowego przeniesiono go w czerwcu 1944 roku do obozu koncentracyjnego pod Berlinem, Sachsenhausen. - Przed końcem wojny dostał się do alianckiej niewoli - pisze "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

 

Esesmanowi znane były wszystkie metody mordowania więźniów

 

Prokuratura zarzuca mu współudział w akcji mordowania Żydów z Węgier w 1944 roku, w masowych egzekucjach oraz w selekcji nowo przybyłych więźniów, z których część kierowano bezpośrednio do komór gazowych, a innych do pracy. - Jako strażnik oskarżony przyczyniał się do funkcjonowania obozowej machiny śmierci - uważa prokuratura.

 

Oskarżenie stoi na stanowisku, że esesmanowi znane były wszystkie metody mordowania więźniów. - Zdawał sobie sprawę, że system, którego celem było zabicie tak wielu osób, może funkcjonować tylko dzięki takim jak on pomocnikom strzegącym ofiary - uważa prokurator.

 

Pochodzący z Lippe w Nadrenii Północnej-Westfalii mężczyzna przyznał się do służby w KL Auschwitz, ale zaprzecza, by brał udział w zabijaniu więźniów. Proces przed Sądem Krajowym w Detmold ma potrwać do końca maja.

 

 

 

Nadrabianie niedociągnięć w ściganiu hitlerowskich zbrodniarzy w Niemczech

 

Wiceprzewodniczący Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego/Auschwitz Christoph Heubner powiedział, że proces jest podjętą przez niemiecki wymiar sprawiedliwości "spóźnioną próbą" rozliczenia się ze zbrodniami. Jego zdaniem fakt, że niemiecki sąd zajął się tą sprawą, ma dla żyjących jeszcze ofiar ogromne znaczenie.

 

Proces w Detmold to kolejny w ostatnim czasie przypadek nadrabiania przez niemiecki wymiar sprawiedliwości wieloletnich zaniedbań w ściganiu hitlerowskich zbrodniarzy.

 

Główny Urząd Ścigania Zbrodni Nacjonalistycznych w Ludwigsburgu skierował ponad dwa lata temu do prokuratury listę z nazwiskami ponad 30 byłych esesmanów podejrzanych o zbrodnie.

 

PAP