Do czołowego zderzenia dwóch podmiejskich pociągów doszło między położonymi na południowy wschód od Monachium miastami Holzkirchen i Rosenheim we wtorek rano około godziny 6.45 . Oba wagony prowadzące wbiły się w siebie, a jeden ze składów wypadł z szyn. Miejsce wypadku znajduje się na zakręcie toru na wschód od miasta Bad Aibling.

 

Dyżurny miał wyłączyć automatyczny system sterowania  ruchem 

 

Dziś rano pojawiły się doniesienia, że w jednym z wraków odnaleziono 11 ofiarę wypadku. Informacja ta jednak została zdementowana.

 

Według pierwszych nieoficjalnych informacji, nie potwierdzonych przez policję przyczyna tragedii był błąd człowieka, a dokładnie jest mowa o dyżurnym ruchu, który wpuścił jeden z pociągów na tor mimo że z przeciwnej strony jechał drugi pociąg. - Dyżurny miał wyłączyć automatyczny system sterowania  ruchem  i ręcznie wpuścić pociąg na kolizyjny tor. Chodziło o to,  by przyspieszyć jego dojazd do kolejnej stacji, ponieważ był spóźniony – relacjonuje Tomasz Lejman.

 

- Według świadków, pociągi nawet nie miały szansy by wyhamować.  Jeden z nich jechał z prędkością 100 kilometrów na godzinę, drugi właśnie się rozpędzał - dodał.

 

Była to jedna z najtragiczniejszych w skutkach katastrofa kolejowa w Niemczech. W styczniu 2011 roku w zderzeniu pociągu podmiejskiego z towarowym w Saksonii-Anhalt także zginęło 10 osób.

 

polsatnews.pl