- Doszliśmy w Niemczech do granic naszych możliwości - powiedział Bouillon w wywiadzie dla niedzielnego wydania dziennika "Tagesspiegel". W związku z tym - jego zdaniem – należy "szybko doprowadzić do ograniczenia liczby migrantów".

 

Szef resortu spraw wewnętrznych Kraju Saary podkreślił, że istnieje niebezpieczeństwo iż apele o europejską solidarność w kwestii uchodźców zakończą się niepowodzeniem. - Mówię wyraźnie: dyskusja na ten temat nie może trwać w nieskończoność - zastrzegł niemiecki polityk. Ostrzegł, że "jeżeli inne europejskie kraje nie zmienią zdania, trzeba będzie sięgnąć po młot parowy".

 

"Tak, jakby ich to wszystko nie obchodziło"

 

- Temu, kto depcze prawa człowieka odmawiając przyjęcia rodzin uciekających przed wojną i unika wypełnienia swoich finansowych zobowiązań, zakręciłbym kurek z pieniędzmi - wyjaśnił Bouillon.

 

Polityk przypomniał, że w Europie są kraje, które co roku dostają z Brukseli miliardy euro, a obecnie "postępują tak, jakby ich to wszystko nie obchodziło". - Tak dalej być nie może - dodał.

 

Rosnąca liczba imigrantów

 

Bouillon wyraził obawę, że na wiosnę liczba imigrantów z Bliskiego Wschodu znów wzrośnie. - Jeżeli do tego dojdzie, to w niemieckim społeczeństwie też kiedyś skończy się cierpliwość. Obawiam się tego - powiedział.

 

Niemiecki polityk odrzucił możliwość jednostronnego zamknięcia niemieckiej granicy. - Jak miałoby to funkcjonować? Nie możemy zamknąć granicy liczącej 3,5 tys. kilometrów. Płot nie powstrzyma ludzi - zaznaczył Bouillon.

 

Bouillon stoi na czele resortu spraw wewnętrznych w Kraju Saary - jednym z 16 niemieckich krajów związkowych tworzących RFN. Obecnie koordynuje też prace szefów MSW wszystkich landów. Niemieckie kraje związkowe posiadają duże kompetencje w sprawach dotyczących bezpieczeństwa wewnętrznego i uchodźców.

 

PAP