"Żołnierze Wojska Polskiego nie przynależą do partii politycznych, stąd postaram się w miarę obiektywnie pomóc w ustaleniu faktów" – napisał do WP ppłk rez. Sławomir Komisarczyk.


Ppłk Komisarczyk wyjaśnił, że w Dzienniku Działań Dyżurnej Służby Operacyjnej Sił Zbrojnych RP "notowane były zapisy Szefa Zespołu Dyżurnego, oficera zazwyczaj w stopniu pułkownika. Codzienne wpisy dotyczyły przyjęcia służby i dokumentów niejawnych, składu zespołu dyżurnego, udzielonych instruktaży, przebiegu służby, a w szczególności przyjęcia i przekazania ważnych służbowych informacji, mających wpływ na przebieg służby.”


"W zniszczonym dokumencie nie mogło być nic szczególnego"


"W dniu katastrofy zapisy dotyczyły głównie chronologicznych sentencji powiadamiania przełożonych i przedstawicieli władzy o katastrofie w ramach istniejącego schematu powiadamiania. Cała Służba Dyżurna wiadomości na temat katastrofy zdobywała głównie z mediów i nic szczególnego w zniszczonym dokumencie nie było, bo być nie mogło. Żadne tajne, czy mniej tajne służby nie informowały nas o katastrofie, bo nie miały takiego obowiązku" - tłumaczy ppłk.


Ppłk Komisarczyk napisał także, że z dokumentu można się było dowiedzieć kogo powiadomiono i kogo próbowano bezskutecznie powiadomić o katastrofie. W meldunkach z kolejnych dni opisywano natomiast udział wojska w sprowadzaniu zwłok, pogrzebów i innych logistycznych spraw.


"Powodem zniszczenia nie była chęć ukrycia dowodów"


"Podsumowując, Dziennik Działania Dyżurnych Służb Operacyjnych Sił Zbrojnych RP nic nowego do sprawy nie mógł wnieść, a wydając decyzję o jego zniszczeniu nikt nie podjął się tego z powodu chęci ukrycia dowodów katastrofy smoleńskiej" - wyjaśnił ppłk Komisarczyk.


Ppłk podkreślił, że najważniejsze sprawy wpisywano w tzw. Sprawozdaniu Dobowym, którego nie niszczy się nigdy i podlega archiwizacji.

 

"Drugim równie ważnym dokumentem był tzw. Meldunek Sytuacyjny kierowany m.in. do ministra Obrony Narodowej, a opisujący pełną wiedzę Dyżurnej Służby Operacyjnej w zakresie katastrofy."


"Zniszczony Dziennik Działań był tylko zabezpieczeniem Szefa Zmiany"


"Powracając do katastrofy smoleńskiej podkreślić należy, że tylko w tych dwóch dokumentach zawarto najpełniejszą wiedzę Zespołu Dyżurnego w sprawie katastrofy. >>Sprawozdanie Dobowe<< odnaleźć można we właściwym archiwum, natomiast >>Meldunek Sytuacyjny<< przesłano do Kancelarii Tajnej byłego ministra Bogdana Klicha. Zniszczony 400-stronicowy Dziennik Działań stanowił jedynie zabezpieczenie Szefa Zmiany w wypadku posądzenia go w przyszłości o niewłaściwe działania lub zaniechanie" - wyjaśnił ppłk.


"Oficerowie WP nie mieli i nie mają nic do ukrycia"


Zdaniem ppłk Komisarczyka, "jeżeli był jakiś powód zniszczenia poufnego dokumentu, to raczej prozaiczny. Wydający decyzję o zniszczeniu, jak i ten niszczący prawdopodobnie nie mieli pojęcia, że w tym dokumencie był wpis o katastrofie smoleńskiej."


Ppłk w liście wyraził także nadzieję, "że uda mu się przekonać nieprzekonanych, że oficerowie Wojska Polskiego nie mieli i nie mają nic do ukrycia."


Szef MON chce wyjaśnień

 

Szef MON Antoni Macierewicz wystąpi w poniedziałek do prokuratury z pytaniem, czy po katastrofie smoleńskiej zwróciła się do wszystkich instytucji w kraju o przekazanie materiałów dot. działań podejmowanych 10 kwietnia - poinformował rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz. "Chodzi o show, nie o prawdę" - skomentował informację na Twitterze były szef MON Tomasz Siemoniak.


Pytanie szefa MON ma związek z ujawnionym przez portal TVP.Info protokołem zniszczenia dokumentów z 10 kwietnia 2010 roku. Te dokumenty to "Dziennik Działania Dyżurnych Służb Operacyjnych" obejmującego 10 kwietnia 2010 roku. Protokół sporządzono z polecenia szefa Centrum Zarządzania Kryzysowego w lutym 2012 roku.

 

Wirtualna Polska, PAP, polsatnews.pl