Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła w poniedziałek, że wirus Zika, szerzący się obecnie w Ameryce Południowej, stwarza międzynarodowe zagrożenie. Poprzednio taki komunikat WHO wydała w 2014 roku w związku z epidemią eboli

 

Pocałunki też ryzykowne? Badania trwają

 

Fiocruz, podlegający brazylijskiemu ministerstwu zdrowia, stał się jednym z najważniejszych na świecie laboratoriów wyspecjalizowanych w badaniach nad wirusem Zika roznoszonym przez komary gatunku Aedes aegypti.

Jak powiedział na konferencji prasowej w Rio de Janeiro szef Fiocruzu, Paulo Gadelha, odkrycie wirusa w ślinie i moczu "nie oznacza, że istnieje możliwość zarażenia się" tą drogą. Dodał jednak, że konieczne są dalsze badania, które wyjaśnią, czy wirus może przenosić się np. poprzez pocałunek.

 

Do odkrycia obecności wirusa w tych płynach ustrojowych doszło w zaledwie kilka dni po ogłoszeniu przez amerykańskich naukowców, że Zika może być przenoszony drogą płciową.

 

Wirus Zika nie powoduje choroby śmiertelnej, a jej objawy są mniej poważne niż w przypadku roznoszonej przez te same komary dengi. Może jednak powodować on przypadki małogłowia i innych wad rozwojowych u płodów. Liczba takich defektów u noworodków wzrosła w Brazylii w ostatnim tygodniu o 14 proc. Jednak związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy wirusem a małogłowiem i zaburzeniami neurologicznymi u niemowląt nie jest jeszcze naukowo udowodniony.

 

Niemniej w krajach latynoamerykańskich, m.in. w Brazylii, będącej jednym z najbardziej zaatakowanych przez tego wirusa, zaleca się, by na razie kobiety unikały zachodzenia w ciążę.

 

PAP