- Nietrzymanie stolca to problem wstydliwy i dość częsty. Uważa się, że dotyczy on 2-3 proc. społeczeństwa; taka sama grupa osób choruje na cukrzycę, która jest powszechnie znana, tymczasem o nietrzymaniu stolca i gazów po prostu się nie mówi, ze względu na krępujący charakter schorzenia, które wyklucza z normalnego życia. W pewnych społecznościach, np. wśród mieszkańców domów pomocy społecznej, problem dotyczy nawet 40 proc. osób - wyjaśnił proktolog prof. Adam Dziki, który - wspólnie z dr Jacopo Martelluccim z Florencji - przeprowadził zabiegi w brzezińskim szpitalu.

 

NS dotyka nawet 6 mln mieszkańców UE

 

Najczęstszym powodem NS są komplikacje okołoporodowe, a schorzenie często dotyka młode kobiety. Specjaliści podkreślają, że jego leczenie jest bardzo trudne i nie zawsze skuteczne. Od 15 lat w Europie Zachodniej stosuje się stymulację nerwów krzyżowych. U ponad 40 proc. pacjentów metoda umożliwia całkowite wyleczenie, u pozostałych - zmniejsza o połowę związane z dolegliwością objawy.

 

Zabieg zaliczany jest do mało inwazyjnych; w pobliże nerwów krzyżowych pacjenta wprowadzana jest cienka elektroda. Zostaje ona podłączona do stymulatora, który wysyła impulsy elektryczne, regulujące pracę układu nerwowego. Przy pomocy zewnętrznego pilota pacjent włącza i wyłącza aparat.

 

"Będę mogła wreszcie swobodnie pojechać w odwiedziny do dzieci"

 

Jedną z pierwszych pacjentek poddanych zabiegowi była 60-letnia pani Krystyna, która cierpi na nietrzymanie stolca od ok. 10 lat. Dolegliwość pojawiła się u niej nagle i w bardzo dużym stopniu skomplikowała jej życie.

 

- Mieszkam na wsi i liczę na to, że po zabiegu będę mogła wreszcie swobodnie pojechać w odwiedziny do dzieci czy do miasta na zakupy - bez pampersów i bielizny na zmianę - powiedziała.

 

Kosztowny zabieg, w Polsce nierefundowany

 

Koszt zabiegu sięga kilkudziesięciu tys. zł; sam stymulator kosztuje ponad 30 tys. zł. Jak podał prof. Dziki, w większości krajów europejskich są to koszty refundowane, w Polsce - nie. Brzeziński szpital, specjalizujący się w leczeniu chorób jelit, pozyskał dwa urządzenia od producenta, zadeklarował też dalsze objęcie opieką pacjentów, gdyż stymulator wymienia się co dwa lata.

 

Ze względu na brak refundacji polscy specjaliści mogą zaproponować pacjentom inne terapie - zdaniem prof. Dzikiego - zwykle mniej skuteczne.

 

PAP