Kuna miała bardzo dużo szczęścia. Stalowa linka nie zacisnęła się na jej szyi, owinęła się w okól grzbietu, co uratowało jej życie na samym początku. Jednak zwierzak udusiłby się i tak, gdyby szybko z pomocą nie przyszli mu ludzie. Kunę zauważył mieszkaniec Czarnej Białostockiej, który początkowo sam usiłował jej pomóc, ale nie dał rady, więc zawiadomił Służbę Leśną.


Leśnikom też nie poszło łatwo. Zwierzę ostatkami sił walczyło ze stalowym drutem zaplątanym w leszczynę, ale i próbowało się bronić przed ludźmi i gryźć ratowników.


- Podczas naszych patroli wielokrotnie mieliśmy okazję widzieć martwe zwierzęta w sidłach. Zwierzęta nie mają szans: albo szybko się duszą albo umierają powoli z wycieńczenia. Najgorsze, że na kłusownikach nie robi to żadnego wrażenia - powiedział Wojciech Borys.


Komendant zapewniał, że leśnicy regularnie niszczą sidła, przeważnie zakładane na zające i sarny. - Niestety niezwykle trudno jest komuś udowodnić kłusowanie. Na szczęście operacyjnymi sposobami potrafimy skutecznie psuć im szyki, co zamierzamy dalej aktywnie czynić - dodał.

 

lasy.gov.pl