Jerzy Gałasiński otrzymał kamizelkę, ponieważ jest pacjentem Kliniki Elektrokardiologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, która koordynuje badania w Polsce. Mężczyzna nagle stracił przytomność. Dopiero w szpitalu dowiedział się, że dostał migotania komór i gdyby nie kamizelka, już by nie żył.

 

Urządzenie waży zaledwie pół kilograma. Jego oficjalna nazwa to kamizelka z kardiowerterem-defibrylatorem. W Polsce nosi je ponad 100 pacjentów. Lekarze tłumaczą, że kamizelki pomogłyby uniknąć wszczepiania pacjentom po zawałach podskórnego defibrylatora.

 

- Nie mamy alternatywy i wszczepiamy urządzenie, którego pacjent mógłby uniknąć, gdyby miał na 2-3 miesiące zabezpieczenie w postaci takiej kamizelki - powiedział prof. Jerzy Wranicz, kierownik Kliniki Elektrokardiologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.