- Irak podczas wojny z Amerykanami i Filipiny to były najgorsze kraje dla ludzi tej profesji - powiedział Bellanger. Podkreślił, że najgorsza była ostatnia dekada. - Najgorzej jest nadal w Iraku oraz na Bliskim Wschodzie, w związku z rewolucjami w Tunezji, Libii i Jemenie. Wielu zabitych dziennikarzy mamy w Syrii - wyjaśnił.

 

Według różnych statystyk w 2015 r. przez swoją profesję lub podczas jej wykonywania życie straciło od 65 do 83 dziennikarzy i pracowników mediów.

 

Niebezpieczny Bliski Wschód

 

Miniony rok w przypadku morderstw dziennikarzy okazał się wyjątkowo tragiczny dla Francji. W styczniu islamiści zaatakowali w Paryżu siedzibę "Charlie Hebdo", gdzie zastrzelili ośmiu członków redakcji magazynu. Wielu dziennikarzy straciło również życie w Iraku, zwłaszcza w Mosulu, gdy wpadali w ręce Państwa Islamskiego. Podobny los spotkał japońskiego dziennikarza Kenjiego Goto, który został porwany przez dżihadystów, a następnie ścięty na pustkowiu w Syrii. Już rok wcześniej IS dokonało podobnych egzekucji dwóch amerykańskich przedstawicieli mediów.

Jednak nie tylko pogrążony w chaosie walk z dżihadystami Bliski Wschód okazał się wyjątkowo niebezpieczny dla dziennikarzy. Według Komitetu Ochrony Dziennikarzy (Committee to Protect Journalists, CPJ), który doliczył się 47 mordów dziennikarzy w tym roku, groźnie było także w Brazylii, Południowym Sudanie, Bangladeszu czy Meksyku.

Do tego należy doliczyć pracowników mediów, który stracili życie podczas wykonywania niebezpiecznych zadań czy wymiany ognia w strefach walk. CPJ wymienia tutaj francuskiego dziennikarza muzycznego, jedną z ofiar zamachu w hali koncertowej Bataclan, ale też reporterów, fotoreporterów i operatorów, którzy relacjonowali wydarzenia w Syrii, Jemenie czy na Ukrainie.

 

Polsat News, polsatnews.pl, wideo: AP, Reuters