Serb Novakograł Brytyjczyka Andy'ego Murraya 6:1, 7:5, 7:6 (7-3). - Bardzo dobrze zacząłem to spotkanie, tak jak w półfinale z Rogerem Federerem. Nie popełniałem wielu błędów, grałem agresywnie i robiłem to, co chciałem. Perfekcyjnie realizowałem założenia taktyczne przez półtora seta. Potem Andy zaczął lepiej serwować i wrócił do gry. O losach drugiego seta decydowały pojedyncze punkty, tak samo było w trzecim - powiedział.

 

- Zrównać się pod względem liczby triumfów w Australian Open z Royem Emersonem to wielki honor i zaszczyt. Jestem z tego bardzo dumny. Ciężko pracowaliśmy na to z całym teamem - stwierdził Djoković. - Wygrałem tu po raz szósty, ale nigdy wcześniej nie spotkałem się z taką owacją po meczu. Mnóstwo kibiców nie miało biletów i obserwowali finał na placu pod kortem centralnym. Nie spodziewałem się tego. Nie zamierzam jednak wykorzystywać tej sympatii, startując w przyszłości w wyborach prezydenckich. Jestem sportowcem i tego się będę trzymał - dodał.

 

- Andy, jesteś wielkim mistrzem i przyjacielem. Jestem pewny, że będziesz miał jeszcze wiele okazji, by wygrać ten turniej - chwalił swojego rywala Djoković. - Jeszcze nigdy nie przegrałem w Melbourne finału. Dlatego też pocałowałem po finale nawierzchnię. Mam z tutejszym kortem centralnym romans i nadzieję, że potrwa on jeszcze jakiś czas - podsumował.

 

"Mogłem zagrać lepiej"

 

- Gratuluję Novakowi. To, czego dokonał, jest niesamowite. Jemu i jego teamowi chciałbym powiedzieć, że wykonali świetną robotę - powiedział po meczu Murray. - Trudno mi ocenić, jak bardzo odstawałem dziś poziomem od Novaka. W pierwszym secie byłem jakby nieobecny, ale w dwóch pozostałych rywalizacja była zacięta. Wydaje mi się, że mogłem zagrać trochę lepiej. Nie najlepiej radziłem z forhendem. W trzeciej odsłonie poprawiłem się pod tym względem i to mi znacząco pomogło. Większość moich meczów z Novakiem w Wielkim Szlemie była zacięta. Nie wiem, czy tak wyglądało to też z zewnątrz. We wcześniejszych spotkaniach w Melbourne też słabo zaczynałem. Ogólnie jestem zadowolony, że walczyłem, zdołałem wrócić do gry i stworzyłem sobie szanse - mówił o swoim występie Szkot.

 

- Ostatnie tygodnie były dla mnie trudne, dziękuję wszystkim za wsparcie. Mam wiadomość dla Kim (ciężarna żona Murraya - przyp.red.), która z pewnością oglądała mecz w domu. Stałaś się legendą w ostatnich tygodniach. Dziękuję ci za całe twoje wsparcie. Wracam do domu pierwszym możliwym lotem".

 

PAP