Dla wielu poszkodowanych i bliskich ofiar to ciągle traumatyczne, żywe wspomnienie. Część z nich wciąż domaga się zadośćuczynień. Proces karny ws. tragedii toczy się przed katowickim sądem i jest szansa, że zakończy się w marcu. O przyczynienie się do tragedii prokuratura oskarżyła m.in. projektantów hali i byłych szefów MTK.

 

W sobotę, 28 stycznia 2006 r. w pawilonie nr 1 – największym na terenie MTK – odbywały się targi gołębi pocztowych. Gdy runął dach wielu spośród osób, które były wtedy w pawilonie, udało się z niego wyjść o własnych siłach i bez obrażeń. Świadkowie mówili, że ofiar byłoby znacznie więcej, gdyby do wypadku doszło nieco wcześniej – wielu gości niedługo przed zawaleniem się dachu wyszło z hali.

 

Hala zawaliła się około 17:15

 

Właśnie o tej godzinie oficer dyżurny śląskiej policji odebrał telefon. Zadzwonił anonimowy mężczyzna: - Zawaliła się największa hala Międzynarodowych Targów Katowickich, w środku są setki osób. Przyślijcie pomoc.

 

W kulminacyjnym momencie akcji ratowniczej – między pierwszą a drugą w nocy – na miejscu pracowało ponad 1300 osób: strażaków, ratowników górniczych i medycznych, policjantów, GOPR-owców, a także żołnierzy i żandarmów. Wydobywani z rumowiska ranni przewożeni byli do szpitali m.in. w Chorzowie, Katowicach, Siemianowicach Śląskich i Sosnowcu. Pierwszy etap akcji ratowniczej zakończył się po kilkunastu godzinach, w niedzielę 29 stycznia. Później na gruzowisko kilka razy wchodzili ratownicy z psami wyspecjalizowanymi w poszukiwaniu zwłok.

 

Na początku lutego rozpoczęły się prace rozbiórkowe, w czasie których wydobyto ciała pozostałych poszkodowanych, ostatnie z nich – 14 lutego. Posadzkę hali udało się całkowicie odsłonić 19 lutego. Wtedy było już pewne, że ostateczny bilans tragedii to 65 zabitych. Wśród nich było dziewięciu cudzoziemców: trzech Czechów, dwóch Słowaków, Belg, Niemiec, Holender i Węgier.

 

Dach przeciążony śniegiem

 

Choć już w czasie akcji ratowniczej wiele osób zwracało uwagę, że na dachu hali zalegała gruba warstwa śniegu i lodu, kierownictwo MTK na zwołanej po katastrofie konferencji prasowej zapewniło, że dach był odśnieżany. Po dwóch miesiącach od tragedii komisja powołana przez głównego inspektora nadzoru budowlanego Marka Naglewskiego uznała, że głównymi przyczynami katastrofy były błędy projektowe i konstrukcyjne oraz nadmierne zaleganie na jej dachu śniegu. Podobne były ustalenia biegłych, powołanych przez prokuraturę. Według nich na dachu zalegał śnieg o ciężarze około 190 kg na m kw.

 

Szokująca ustalenia prokuratury

 

Śledczy z katowickiej prokuratury okręgowej zakończyli badanie sprawy w 2008 r. Proces ruszył rok później. Na ławie oskarżonych zasiadło 11 osób. To m.in. byli szefowie MTK, projektanci i wykonawcy hali. Według prokuratury na tragedię złożyły się błędy i zaniechania w fazie projektowania i budowy hali, a także jej użytkowania i nadzoru nad budynkiem. Na dachu hali zalegała gruba warstwa śniegu.

 

Proces karny dotyczący katastrofy dobiega końca. Ostatni termin rozprawy wyznaczony jest na 24 lutego. Po katastrofie sądy zasądzały odszkodowania, zadośćuczynienia i renty – od kilku do kilkuset tysięcy złotych.

 

W warszawskim sądzie złożono pozew zbiorowy, obejmujący bliskich ofiar katastrofy. Jeszcze tylko dziś rodziny ofiar katastrofy mogą dopisać się do pozwu.

 

PAP/glos.pl