Zawiadomienie o zaginięciu dziewczynki wpłynęło do berlińskiej policji 11 stycznia. 13-latka odnalazła się po 30 godzinach. Nastolatka pochodząca z rosyjskiej rodziny miała zostać porwana przez mężczyzn "o południowym wyglądzie". Rodzina dziewczynki twierdzi, że była ona bita i gwałcona. Policja poinformowała, że nie doszło ani do uprowadzenia, ani gwałtu.


Niemcy celem "agresywnej propagandy"


"Putin próbuje podburzyć (przeciwko rządowi) Niemców pochodzących z Rosji" - pisze Richard Herzinger w "Die Welt" i zaznacza, że Niemcy - tak jak przedtem Ukraina - stały się celem "agresywnej propagandy" Rosji posługującej się "dezinformacją w celu destabilizacji".
Jego zdaniem Kreml traktuje mieszkańców Niemiec posiadających rosyjskie korzenie jak swoich "podopiecznych", podobnie jak mówiących po rosyjsku obywateli Ukrainy. "Niemiecki rząd musi się temu przeciwstawić" - uważa autor komentarza.


"Nasza Liza"


"Upiorne wrażenie sprawia bezczelność  Ławrowa" - pisze Herzinger  nawiązując do wypowiedzi szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa, który nazwał ofiarę rzekomego przestępstwa "nasza Lizą".

 

"Podobnie jak mówiący po rosyjsku obywatele Ukrainy i innych krajów, także mieszkający tutaj w Niemczech, ludzie rosyjskiego pochodzenia mają zostać uznani za podopiecznych Moskwy" - ocenia.


Komentator apeluje do niemieckiego rządu, aby wezwał ambasadora Rosji i zaprotestował przeciwko oszczerstwom i próbom podminowania demokratycznego ładu w Niemczech.


Skojarzenia z aneksją Krymu


"Sueddeutsche Zeitung" nawiązuje z kolei do wypowiedzi Ławrowa, że Rosja będzie bronić praw swoich rodaków za granicą i zaznacza, że jego słowa "wywołują określone skojarzenia". "Czyż ochrona rosyjskich >>rodaków<< nie była pretekstem do aneksji Krymu?" - pyta autor komentarza Julian Hans.


Publicysta uspokaja przy tym czytelników zapewniając, że Rosja nie ma zamiaru anektować Berlina ani wywoływać wojny domowej w Niemczech. "Ale zdjęcia słabej Europy, w której panuje chaos, są mile widziane w rosyjskiej telewizji propagandowej" - twierdzi Hans. "Historie o Rosjanach, którzy są zagrożeni za granicą, sprawiają, że coraz gorsze życie we własnym kraju wydaje się bardziej znośne. Lepszy znany kryzys w domu niż gwałty i chaos na Zachodzie" - czytamy w "SZ".


"Gdzie indziej jest jeszcze gorzej niż w domu"


"Frankfurter Allgemeine Zeitung" przepowiada, że w walce o władzę Putin będzie nadal dyskredytował demokrację. Demokracja ma stać się - według Putina - "symbolem niepewności, strachu i obłudy", tak jak Majdan ma być symbolem nędzy i wojny - pisze Friedrich Schmidt. 


Kryzys migracyjny jest dlatego dla rosyjskiego prezydenta szansą na to, aby przekonać własnych obywateli, że "gdzie indziej jest jeszcze gorzej niż w domu". "Jego cele idą jeszcze dalej: co osłabia UE, jest korzystne dla Kremla. Poszczególne kraje można łatwiej szantażować" - pisze Schmidt.


Kreml wspiera nacjonalistyczne siły, od francuskiego Frontu Narodowego po Alternatywę dla Niemiec, a putinowskie media podsycają nieufność do zachodnich elit - czytamy w "FAZ". Wykorzystywanie przez rosyjską propagandę przypadku rzekomo zgwałconej dziewczynki jest jak na razie "punktem kulminacyjnym poszerzania strefy walki" - konkluduje komentator "FAZ".

 

PAP