Podczas środowej rozprawy pełnomocnik części ofiar katastrofy smoleńskiej mec. Stefan Hambura złożył wniosek o wyłączenie sędziego Huberta Gąsiora z prowadzenia sprawy jako nieobiektywnego. Według mecenasa, sędzia nie odroczył bowiem posiedzenia, o co wnosili pełnomocnicy oskarżycieli, którzy argumentowali, że muszą zapoznać się z aktami sprawy - po zmianie głównego pełnomocnika.

 

Sędziowie odrzucili wniosek Hambury. - Pełnomocnik nie wykazał związku między decyzją o odmowie odroczenia posiedzenia, a swoim przekonaniem o braku bezstronności sędziego - uzasadnił sąd decyzję o niewyłączaniu sędziego.

 

Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił wniosek obrony o umorzenie postępowania z braku znamion przestępstwa - jak w 2014 r. uznała Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, która prawomocnie umorzyła śledztwo w sprawie. Oskarżyciele prywatni byli przeciwni umorzeniu. Prokuratura wniosła o umorzenie, podkreślając, że organizacją lotu L. Kaczyńskiego zajmowała się przede wszystkim kancelaria prezydenta, a nie premiera.

 

Pięcioro oskarżonych, 11 oskarżycieli prywatnych  

 

Oskarżeni to: Tomasz Arabski (b. szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i odwołany niedawno ambasador w Hiszpanii), dwoje urzędników kancelarii premiera - Monika B. i Mirosław K. oraz dwoje pracowników ambasady RP w Moskwie - Justyna G. i Grzegorz C.

 

Oskarżyciele prywatni, (jest ich w sumie 11), którzy chcą procesu to bliscy m.in. Anny Walentynowicz, Bożeny Mamontowicz-Łojek, Janusza Kochanowskiego, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna.

 

Podstawą aktu oskarżenia jest art. 231 par. 1 Kodeksu karnego, który przewiduje do 3 lat więzienia za niedopełnienie obowiązków funkcjonariusza publicznego.

 

Spór obrońców

 

W oskarżeniu podkreślono, że Arabski nie złożył odpowiedniego zamówienia na lot prezydenta, zgodnie z  tzw. instrukcją HEAD, która regulowała loty VIP-ów. Obrona replikowała, że pisma kancelarii prezydenta do kancelarii premiera ws. lotu 10 kwietnia 2010 r. nie spełniały warunków instrukcji HEAD, bo nie wskazano w nich konkretnego lotniska w Smoleńsku ani nie podano liczby osób, które mają lecieć. Dlatego - według obrony - nie było obowiązku nadania temu pismu formalnego trybu.

 

- Argumenty obrony nie są zasadne; nie zgadzamy się też ze stanowiskiem prokuratury - mówiła mec. Małgorzata Wypych, pełnomocnik oskarżycieli prywatnych. Dodała, że na Arabskim ciążyły obowiązki zapewnienia koordynacji organizacji lotu na podstawie instrukcji HEAD (scedował je na Monikę B. - przyp.red.). Według niej konieczna jest wieloaspektowa analiza dowodów całej sprawy przez sąd.

 

Inny pełnomocnik, mec. Anna Mazur przypomniała, że NIK wskazał na poważne nieprawidłowości przy organizacji m.in. tej wizyty. Powołała się też na tzw. sygnalizację praskiej prokuratury do premiera Donalda Tuska z 2012 r., dotyczącą uchybień przy organizacji przez szefa KPRM wizyt prezydenta i premiera w 2010 r. - Uchybienia miały wpływ na bezpieczeństwo lotu - oceniła Mazur.

 

Jeden z obrońców mec. Jacek Dubois podkreślał, że akt oskarżenia nie mówi ani o żadnym skutku, ani o konkretnym niebezpieczeństwie, które miałoby powstać wskutek działań oskarżonych. Co najwyżej można mówić o niedbalstwie - dodał.

 

Prokuratura umarza śledztwo

 

Akt oskarżenia wniesiono po tym, gdy praska prokuratura umorzyła śledztwo ws. organizacji lotów do Smoleńska. Jeśli prokuratura prawomocnie umarza śledztwo ws. przestępstwa ściganego z oskarżenia publicznego, osoby pokrzywdzone mogą wnieść do sądu tzw. subsydiarny akt oskarżenia. Taka sprawa toczy się jak każdy normalny proces karny, z tą różnicą, że oskarżycielem jest pokrzywdzony, a nie prokurator - gdyż sprawa toczy się z oskarżenia prywatnego, a nie publicznego.

 

Prokuratura oceniła, że nieprawidłowości w urzędach, m.in. w KPRM, nie wywołały skutków co do bezpieczeństwa wizyt prezydenta i premiera; spowodowały zaś jedynie "wzmożone działania innych organów państwa".

 

PAP