- Nikt się nie spodziewał takiego zachowania ze strony miasta – powiedziała Ferenc o wyburzeniu romskiego koczowiska w lipcu ubiegłego roku. – Od wielu miesięcy były prowadzone rozmowy z miastem. Miały doprowadzić do stworzenia programu, który miał pomóc tej społeczności - dodała w rozmowie z Maciejem Stopczykiem.

 

- Ci ludzie nie wiedzieli o eksmisji, zrobiono to pod ich nieobecność. Stracili wszystko, co mieli. Taka sytuacja jest niedopuszczalna. Doszło do złamania praw - zaznaczyła. - Nikt nie chciał im udzielić informacji, rzeczy, które wyrzucono z baraków, odnaleziono zniszczone na wysypisku śmieci. Do dziś nie dostali za nie żadnej rekompensaty - powiedziała Ferenc.


 "Romowie nie stwarzali zagrożenia"


Agata Ferenc wyjaśniła, że na wrocławskim koczowisku mieszkało ok. 16-20 osób. - Teren był ogrodzony, mieli swój ogródek, swoje zwierzęta i utrzymywali relacje ze społecznością lokalną, a ludzie ich znali - podkreśliła. - Romowie nie stwarzali zagrożenia, nie byli agresywni. Wiedziała o tym policja, pracownicy ośrodka pomocy społecznej, ale Romowie nigdy nie uzyskali żadnej pomocy, żadnych konkretnych rozwiązań, żeby zmienić swoje życie - zauważyła.


- Chcą zwrócić uwagę na to, co się stało - powiedziała o pozwie Romów przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. - We wrocławskiej prokuraturze toczy się postępowanie w sprawie wyburzenia koczowiska. Cały czas jest możliwość, żeby zrekompensować tym ludziom straty. To, że sprawa zostanie przedstawiona w najwyższej instancji, która zajmuje się prawami człowieka, może spowodować, że tego typu sytuacje nie będą już miały miejsca w Polsce, a może nawet w Europie - tłumaczyła Ferenc.


Władze miasta powiedziały, że nie są stroną w sprawie, więc nie będą jej komentować.


Romowie skarżą Polskę


Grupa rumuńskich Romów złożyła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka skargę przeciwko Polsce w związku z wyburzeniem koczowiska we Wrocławiu. Argumentują, że o planowanym wyburzeniu domów nikt ich nie poinformował, nie zapewniono im dachu nad głową. Zdaniem 16 byłych mieszkańców koczowiska, naruszono cztery artykuły Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.


W lipcu 2015 r. na wniosek Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego miasto Wrocław dokonało rozbiórki romskiego koczowiska przy ul. Paprotnej. Wyburzono kilka baraków znajdujących się na terenie należącym do miasta. Od kilku lat mieszkało w nich kilkunastu rumuńskich Romów, w tym dzieci. Po rozbiórce baraków ich mieszkańcy przenieśli się do koczowiska przy ul. Kamieńskiego.