Osoby zamieszane w korupcję nie będą mogły pełnić kierowniczych funkcji przez 5 lat od tego wydarzenia. Stanowisk państwowych nie będzie zaś można powierzać osobom, które dopuściły się poważnego przestępstwa wykorzystując swoje służbowe pełnomocnictwa. Przewidziano również konfiskatę majątku, którego wartość co najmniej o 25 proc. przekracza otrzymany dochód z legalnych źródeł.

 

Inne poprawki do ustawy korupcyjnej przewidują, że urzędnik państwowy nie będzie odtąd mógł zajmować się działalnością biznesową. Nie będzie mógł również uczestniczyć w strajkach i posiadać konta w zagranicznym banku, o ile nie pełni funkcji państwowej za granicą.

 

Nowela zabrania również przyjmowania bez zgody prezydenta państwowych nagród innych państw czy otrzymywania od innych krajów dokumentów dających prawo do ulg i korzyści w związku z poglądami politycznymi i religijnymi oraz przynależnością narodową.

 

Według oficjalnych danych w 2015 r. na Białorusi zanotowano 1 603 przestępstwa korupcyjne, co jest liczbą o 17 proc. wyższą niż rok wcześniej. Najbardziej wzrosła liczba przestępstw korupcyjnych związanych z nadużyciem władzy.

 

Teoria nie nadąża za praktyką

 

Według niezależnego obrońcy praw człowieka Aleha Wouczaka sama ustawa, jak i jej porawki, zmierzają w dobrym kierunku.

 

- Ale popełniamy stary błąd - skutki dobrej ustawy niweluje zła praktyka jego stosowania. Poza tym walczy się z przejawami korupcji, a nie z warunkami, które ją rodzą - zaznaczył w Radiu Swaboda.

 

Według niego należałoby przede wszystkim zwiększyć odpowiedzialność karną urzędników za korupcję. - W większości krajów Europy odpowiedzialność urzędnika, który dopuścił się korupcji, jest dwukrotnie wyższa - nie najwyżej 10-12 lat pozbawienia wolności, jak u nas, tylko 20 i więcej - powiedział.

 

W zestawieniu indeksu korupcji Transparency International za 2014 r. Białoruś zajmuje 119. miejsce obok Mozambiku, Sierra Leona, Tanzanii i Wietnamu. Polska jest na 35. miejscu.

 

PAP