W lipcu 2015 r. na wniosek Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego miasto Wrocław dokonało rozbiórki romskiego koczowiska przy ul. Paprotnej. Wyburzono kilka baraków znajdujących się na terenie należącym do miasta. Od kilku lat mieszkało w nich kilkunastu rumuńskich Romów, w tym dzieci. Po rozbiórce baraków ich mieszkańcy przenieśli się do koczowiska przy ul. Kamieńskiego.

 

Meble na wysypisko

 

Według Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (HFPC), Romowie nie wiedzieli o planowanym wyburzeniu ich domów. "Nikt nie zabezpieczył należącego do nich mienia. Niektóre przedmioty (np. agregaty i piece) zostały zabrane (przywłaszczone), a pozostałe mienie zrównane z ziemią i wraz z gruzem wywiezione na pobliskie wysypisko śmieci (całe wyposażenie domów, dokumenty, leki itp.)" - podała w poniedziałek w komunikacje prasowym Fundacja.

 

HFPC podkreśliła również, że Romom nie udzielono wsparcia zmierzającego do zapewnienia im dachu nad głową ani pomocy psychologicznej.

 

Zdaniem Fundacji, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego, który wydał decyzję o nakazie rozbiórki koczowiska, poinformował o tym jedynie miasto Wrocław jako właściciela terenu. "Powiatowy Inspektor uznał, że Romowie nie są stroną postępowania w tej sprawie. W związku z tym nie mieli oni możliwości odwołać się od decyzji ani zaskarżyć jej do sądu. Ponadto wykonane decyzje o nakazie rozbiórki nie były decyzjami ostatecznymi (decyzje organu II instancji zostały wydane dopiero 29 lipca, czyli siedem dni po wyburzeniu osady)” - podkreśliła HFPC.

 

Finał sprawy... za kilka lat

 

Jak powiedziała dr Dorota Pudzianowska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która jest jednym z pełnomocników rumuńskich Romów, na rozpatrzenie skargi będzie trzeba czekać prawdopodobnie kilka lat. - Składając tę skargę chcemy zwrócić uwagę na problem grupy społecznej, która jest w Polsce marginalizowana i wykluczona społecznie - powiedziała Pudzianowska.

 

Zdaniem skarżących, naruszono ich prawa zapisane w Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Wskazano m.in. prawo do życia prywatnego i rodzinnego, prawo do poszanowania mieszkania, zakaz dyskryminacji oraz prawo do skutecznego środka odwoławczego.

 

"Zagrożenie pożarem"  

 

Po wyburzeniu koczowiska w lipcu 2015 r. wrocławski magistrat podkreślał, że rozbiórka baraków odbyła się w oparciu o decyzję Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. "Decyzja Inspektoratu wskazuje wprost na zagrożenie pożarowe, jakie stwarzały nielegalne zabudowania przy Paprotnej. Już w zeszłym roku doszczętnie spłonęło tam kilka zabudowań oraz drzew" - napisał wówczas w oświadczeniu prezydent Wrocławia Rafała Dutkiewicz.

 

Zaznaczył również wówczas, że odpowiedzialność za życie i zdrowie osób, które mogły tam przebywać, spoczywa na właścicielu terenu - w tym przypadku na Zarządzie Zieleni Miejskiej. "By przyspieszyć wykonanie przywoływanej decyzji, PINB nałożył na Zarząd Zieleni grzywnę w wysokości 20 tys. zł” - argumentował prezydent.

 

Dutkiewicz podkreślił również, że pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej informowali mieszkańców koczowiska o planowanej rozbiórce. Jak zaznaczył, pracownicy MOPS byli obecni na miejscu rozbiórki z ofertą pomocy dla Romów.

 

PAP