47-letni socjalista Stephane Delpeyrat chciał niższej pensji, aby wykorzystać zaoszczędzone pieniądze na lokalne potrzeby, np. naprawę dróg. Pensje merów gmin finansowane są z lokalnych podatków i w założeniu mają służyć pokryciu wydatków pełnienia urzędu, a nie stanowić dochód.


Mer Saint-Aubin, w którym mieszka 505 osób, obniżył także pensję swoim czterem zastępcom do 100 euro miesięcznie. Łączne oszczędności miały wynieść 10 tys. euro rocznie. Cały budżet gminy to 300 tys. euro.


"To groteskowe"


Delpeyrat otrzymał ostatnio zalecenie, aby zgodnie z nową ustawą, która weszła w życie w tym miesiącu, merowie miejscowości poniżej 1000 mieszkańców nie wypłacali sobie mniej niż 800 euro miesięcznie. Ma to w założeniu sprawić, by więcej osób garnęło się do polityki lokalnej.


- To groteskowe - skomentował decyzję Delpeyrat. W rozmowie z "The Telegraph" zauważył, że około 30 z 331 merów w departamencie Landów zostało zmuszonych do podniesienia pensji.


- Intencja nie jest zła, ale to absurd w czasach, kiedy wszystkich prosi się o zaciskanie pasa, zwłaszcza lokalne społeczności. To nie do wiary, zwłaszcza, kiedy mer tego nie chce - dodał.


Stephane Delpeyrat jest również członkiem Regionalnej Rady Akwitanii i profesorem w Bordoskim Instytucie Studiów Politycznych.

 

PAP