Jeśli Worsley dotarłby do celu, byłby pierwszym człowiekiem, który samotnie przeszedł Antarktydę. Jego przedsięwzięcie wspierało jedną z fundacji charytatywnych.

 

30 mil przed osiągnięciem celu Worsley poczuł się źle. Po dwóch dniach spędzonych w namiocie wezwał pomoc. Śmigłowiec przetransportował go do szpitala w Punta Arenas w południowym Chile. Tam poddany został operacji, podczas której wykryto bakteryjne zapalenie otrzewnej. Według oficjalnego komunikatu Brytyjczyk zmarł w wyniku niewydolności narządów.

 

W swoim ostatnim komunikacie wysłanym z Antarktydy wyraził chęć pomocy w rehabilitacji byłym żołnierzom, którzy ucierpieli w trakcie służby. Żal po śmierci Worsleya wyraził m.in. brytyjski książę William.

 

PAP