Na sali sądowej odbywała się rozprawa grupy graficiarzy, którzy latem 2015 roku umieścili na budynkach i płocie w Mińsku napisy po białorusku: "Białoruś powinna być białoruska" oraz "Rewolucja świadomości już trwa". Pomazali także farbą reklamę z wizerunkiem policjanta.


Proces przerwało dwóch działaczy, którzy rozwinęli transparent z napisem "Politycznym prześladowaniom nie" i krzyczeli "Sztuka to nie przestępstwo". Dabrawolski, który znajdował się za drzwiami sali, zaczął rejestrować moment ich wyprowadzania i zatrzymywania. Został jednak aresztowany wraz z nimi.


Centrum Praw Człowieka "Wiasna" poinformowało, że działaczy i dziennikarza wprowadzono do sąsiedniego pokoju, gdzie wszystkich pobito. 


Kara za "brak szacunku dla sądu"


Dabrawolski powiedział, że milicjanci powalili go na podłogę i kopali przez 20 minut, chociaż widzieli jego akredytację. Według niego wymierzono mu kilkadziesiąt kopniaków. Na stronie tut.by zamieszczono zdjęcia obrażeń dziennikarza - siniaków i krwiaków na tułowiu - oraz porwanego ubrania.


Działaczom i dziennikarzowi zarzucono "brak szacunku dla sądu" oraz "niepodporządkowanie się poleceniom osób pełniących służbę" i wymierzono im grzywny od 9,45 mln do 10,5 mln rubli (1860-2070 zł)


Rzeczniczka sądu Julija Laskowa oświadczyła na Facebooku, że nie może skomentować sprawy nie znając jej wszystkich okoliczności, które będą wyjaśniane we wtorek. "Ale od siebie osobiście przepraszam całą społeczność dziennikarską" - napisała.

 

 

 

PAP