17-latkowi postawiono również zarzut siedmiokrotnego usiłowania zabójstwa.

 

Rzecznik dowództwa kanadyjskiej policji patrolowej Grant St. Germaine potwierdził, że sprawca strzelał do 9 osób w budynku szkoły. 23-letnia nauczycielka Marie Janvier oraz jej kolega 35-letni Adam Wood ponieśli śmierć na miejscu. Siedem osób z ranami postrzałowymi odwieziono do szpitala.

 

Z informacji udostępnionych przez policję wynika też, że przed udaniem się do szkoły chłopak zastrzelił swych dwóch młodszych braci. Policja odnalazła ich ciała w domu rodzinnym chłopców.

 

"Śmiercionośna mikstura rozpaczy, przemocy i używek"

 

Do tragedii doszło w piątek w miasteczku La Loche. Jest ono położone w prowincji Saskatchewan, w środkowej Kanadzie, na obszarze Wielkich Równin. La Loche sąsiaduje bezpośrednio z rezerwatem Clearwater River, który jest zamieszkiwany przez Indian z plemienia Dene należącego do grupy Atapasków. W samym miasteczku mieszkają głównie potomkowie ludności autochtonicznej i osadników francuskich z przewaga ludności mieszanej. - Śmiercionośna mikstura rozpaczy, przemocy i używek - alkoholu oraz narkotyków, a także rasizmu i nędzy, jaka tam występuje, musiała wcześniej czy później doprowadzić do nieszczęścia - twierdzi profesor prawa karnego z Toronto Mark Totten, który spędził w La Loche ponad 5 lat.

 

Z artykułu opublikowanego w sobotę na łamach miejscowej gazety "StarPhoenix" wynika, że w ciągu ostatnich 5 lat w miasteczku, które liczy zaledwie 2,6 tys. mieszkańców, aż 18 osób popełniło samobójstwo. - Mieszkańcy znaleźli się między młotem tradycjonalizmu i kowadłem współczesności - wskazuje dyrektor ośrodka badań nad administracją i rozwojem terytoriów północnych na Uniwersytecie Saskatchewanu, Ken Coates. - Problemy społeczne wynikające z utraty tożsamości przez tych ludzi są nie do wyobrażenia - dodał.

 

Piątkowa strzelanina była najtragiczniejszym tego rodzaju incydentem w Kanadzie od ponad 26 lat, czyli od 1989 r. kiedy podczas w politechnicznej szkole średniej w Montrealu od strzałów zginęło 14 uczniów.

 

PAP