- Dzisiaj przestępcy zdjęli dresy. Założyli garnitury, bo znacznie łatwiej ukraść kilkadziesiąt milionów złotych na VAT, niż zrobić napad na bank. Kiedyś nie było też takich policjantów jak główny bohater filmu - facet, który ma irokeza i tatuaże, a wygląda tak dlatego, że był pod przykryciem w grupie handlującej narkotykami – opowiadał reżyser. Dodał, że film nie miał być bezpośrednią kontynuacją serialu, jednak miał oddać pewien jego charakter za sprawą bohaterów, humoru, jak i autentyzmu pokazywanego świata.

 


Film przedstawia nową generację oficerów policyjnych, która "nie jest obarczona poprzednim systemem". - To są ludzie władający dwoma, trzema językami, dla których ta praca nie jest tak destrukcyjna, bo zamiast wypić 0,7 idą na siłownię. Przestępcy z kolei często przywodzą na myśl prawników, czy menadżerów korporacji. To są ludzie, po których w ogóle nie widać, że prowadzą przestępczą działalność – mówił Vega.

 

W filmie zagrali też autentyczni policjanci oraz przestępcy. - Niektórzy nosili nawet bransoletki elektroniczne odbywając wyrok na wolności – powiedział reżyser. Niezwykłe były także przygotowania aktorów do filmu, bo większość miała możliwość spotkać się z protoplastami swoich postaci występującymi w realnym świecie.


Prawdziwe akcje policji


Vega zapewnił, że w filmie "nie ma żadnej wymyślonej sceny, ani żadnego wymyślonego dialogu". Przyznał, że jest to jednak pewna kondensacja świata, nie dokument, tylko film fabularny, który rządzi się swoimi prawami.


– Tym niemniej na etapie scen, detali, dialogów wszystko jest jak najbardziej autentyczne. Również sposób realizacji, bo wiele scen zostało nakręconych w zastanym tłumie, braliśmy udział w prawdziwych akcjach policyjnych - powiedział. 


"Pitbull. Nowe porządki" w kinach od 22 stycznia.