- To jest zemsta za to, że słuchamy stołecznego konserwatora w kwestii pomnika i wyznaczamy działkę dalej, a nie na Krakowskim Przedmieściu. Nie postawiliśmy tam pomnika Jana Pawła II, nie przywróciliśmy pomnika prezydenta Hoovera, dlatego że to jest obszar architektonicznie zamknięty - wyjaśniła Gronkiewicz-Waltz w rozmowie z Joanną Wrześniewską-Sieger.


Zapowiedziała także, że jeżeli dojdzie do rozdzielenia Warszawy i Mazowsza, a zostanie urząd prezydenta Warszawy, to będzie ponownie kandydować ze względu na skrócenie kadencji.


Oddzielenie Warszawy od Mazowsza "realne"


Prezydent Warszawy podkreśliła, że ma nadzieję, że ludzie będą protestować przeciwko odwołaniu władz stolicy, ponieważ wybrali je rok temu w wolnych, demokratycznych wyborach i nie ma konieczności, żeby w trakcie trwania kadencji zmieniać cały system. - PiS mówi sprzecznie z tym, co głosi o wolnych, demokratycznych wyborach. My też wygraliśmy takie wybory w zeszłym roku - zaznaczyła.


- Warszawa płaciłaby jakieś ogromne Janosikowe, bo byłaby bez Mazowsza. I Warszawa, i nowe Mazowsze by na tym straciły. Byłby straszny bałagan, bo w konstytucji jest zapisane, że podstawową jednostką podziału jest gmina, czyli w Warszawie byłyby gminy, czyli jak ktoś chciałby posłać dziecko do przedszkola do innej dzielnicy, to faktycznie posłałby do innej gminy. Trzeba byłoby renegocjować wszystkie kontrakty jeśli chodzi o fundusze unijne - tłumaczyła prezydent Warszawy.


Podkreśliła jednocześnie, że "skoro PiS mówi o oddzieleniu Warszawy od Mazowsza, to znaczy, że jest to realne".


"PiS nabrudził, a teraz mówi, że nie można o tym mówić"


Zdaniem Gronkiewicz-Waltz Platforma Obywatelska musi trzymać się razem, a Grzegorz Schetyna będzie odpowiedzialnym przewodniczącym. Podkreśliła, że PO musi być dziś "twardą opozycją antypisowską". - Nie można się zgodzić na to, że PiS mówi, że PiS to Polska. Unia to Polska, Polska to Unia. Nie można mówić, jakbyśmy byli na zewnątrz. W referendum zdecydowaliśmy, że wstępujemy do Unii, a Traktat Lizboński dodatkowo podpisał Lech Kaczyński - przypomniała prezydent.


- Nie rozumiem dlaczego wszyscy dali się uwieść takiemu powiedzenie, że jak ktoś mówi za granicą, to jest donosicielem. To, co powiedziała pani premier, że własne sprawy się załatwia we własnym domu, to jest parafraza pani Dulskiej, która mówiła, że brudy trzeba prać we własnym domu. A tak naprawdę, to trzeba nie brudzić. PiS nabrudził, a teraz mówi, że nie można o tym mówić - powiedziała Gronkiewicz-Waltz.


"Za jakiś czas może być Grecja"


Według prezydent Warszawy rząd miał pomóc frankowiczom, a przez swoje działania zaszkodzi im, bo "prezydent daje niepoliczony projekt, a złotówka w stosunku do franka słabnie".


- PiS profituje po rządach tzw. ciepłej wody w kranie, czyli po dobrych rządach PO. Myśmy zmniejszyli deficyt budżetowy, jest najniższe bezrobocie w historii. Jeszcze przez jakiś czas będą korzyści, załamanie nie przyjdzie szybko, ale jeśli rząd będzie zwiększał deficyt, wydawał pieniądze, to ono przyjdzie szybciej niż później. Za jakiś czas może być Grecja - zauważyła prezydent Warszawy.