Włoskie media podkreślają, że burmistrz Luigi Brugnaro wziął na cel przede wszystkim sklepiki sprzedające kiczowaty towar z importu, ale także fast-foody. Zdaniem Brugnaro ich wygląd oraz oferta bardzo odbiegają od standardów miasta pełnego zabytków i dzieł sztuki.


Taką batalię podejmuje się nad laguną po raz kolejny, ale wcześniejsze podobne próby nie przyniosły sukcesu; zazwyczaj pozostawały na papierze.


Celem zmian jest to, by sklepy w centrum jak najbardziej nawiązywały do weneckich tradycji. Mają zatem w zamierzeniach władz sprzedawać na przykład szkło z pobliskiej wyspy Murano, koronki z Burano, a także żywność miejscowej produkcji oraz lokalne specjały.


- Tandeta i artykuły, których pochodzenia często nie znamy, zupełnie nie pasują do miasta i nie mają z nim i z jego historią nic wspólnego, wywołują tylko zażenowanie - oświadczył burmistrz. Z podziwem przyznał, że podobna akcja na rzecz odmiany oblicza handlu we Florencji przyniosła skutek. Władze miasta zainspirował do stanowczych działań tzw. regulamin Unesco z Florencji, czyli zbiór przepisów dotyczących troski o estetykę historycznego centrum.


PAP