Podczas spotkania z przedstawicielami tureckiego społeczeństwa obywatelskiego Biden oświadczył, że "jeśli nie ma możliwości wyrażania opinii i krytykowania polityki, proponowania innych rozwiązań, nie obawiając się zastraszania i kar, wówczas wasz kraj jest pozbawiony możliwości". W spotkaniu z amerykańskim wiceprezydentem uczestniczyli tureccy naukowcy, publicyści i dziennikarze zbliżeni do opozycji.

 

Tysiąc wykładowców oskarżonych o zdradę

 

Biden wypomniał władzom Turcji "zastraszanie mediów czy więzienie dziennikarzy i oskarżenie ponad 1000 wykładowców o zdradę tylko z powodu podpisania petycji". - Chcemy, by Turcja stanowiła mocny przykład dla całego regionu - tego, co oznacza demokracja aktywna - zaznaczył.

 

Turecka policja poinformowała w ubiegłym tygodniu o wszczęciu śledztwa wobec ponad 1000 wykładowców, którzy podpisali się pod petycją krytykującą operację militarną na południowym wschodzie Turcji, zamieszkanym głównie przez Kurdów. Kilkunastu sygnatariuszy petycji zatrzymano.

 

Pod inicjatywą na rzecz pokoju podpisali się także zagraniczni intelektualiści, w tym amerykański lingwista Noam Chomsky. W odezwie wykładowcy wezwali tureckie władze do "zaprzestania masakr" na południowym wschodzie kraju i oświadczyli, że odmawiają bycia "częścią tej zbrodni". Zaapelowali również o wznowienie wysiłków na rzecz pokoju z kurdyjskimi bojownikami.

 

Więzienie za petycję

 

Tureckie media informowały, że sygnatariuszom deklaracji zarzuca się "propagandę terrorystyczną, podżeganie do łamania prawa czy obrazę instytucji i Republiki Turcji". Grożą im kary od roku do pięciu lat więzienia - informowały tureckie media.

 

Prezydent Recep Tayyip Erdogan zarzucił sygnatariuszom odezwy zdradę i oskarżył ich o to, że są piątą kolumną. Erdogan, który od 2003 roku był premierem, a od sierpnia 2014 roku pełni urząd prezydenta Turcji, jest systematycznie oskarżany o tendencje autorytarne.

 

PAP