Raport to efekt żądań White House Task Force to Protect Students from Sexual Assault (Grupa Zadaniowa Białego Domu ds. Ochrony Studentów przed Napaścią Seksualną). Grupa domagała się przeprowadzenia badań dotyczących przemocy w akademickich kampusach.

 

Wywiad środowiskowy przeprowadziło amerykańskie Bureau of Justice Statistics (Biuro Statystyczne ds. Sprawiedliwości), agencja zajmująca się zbieraniem, analizą i publikacją danych dotyczących przestępczości w Stanach Zjednoczonych.

 

Pracownicy agencji odbyli rozmowy z 15 tys. kobiet i 8 tys. mężczyzn z 9 koledżów w całym kraju. Okazało się, że aż 10 proc. studentek doświadczyło różnego rodzaju napaści seksualnej. Ponadto 4 proc. studentów (bez rozróżnienia na płeć) zostało zgwałconych, a ponad 5 proc. zostało dotkniętych różnego rodzaju molestowaniem - takim jak wymuszone dotykanie czy niechciane całowanie.

 

Poszkodowani bardzo rzadko informują o swoich krzywdach. Według badania tylko 4 proc. studentów zgłosiło gwałt. Napastowanie - 5 proc.

 

Uwaga na sportowców i członków bractw

 

Choć nie podano do publicznej informacji nazw uczelni, na których przeprowadzono badania, według Sofie Karasek, dyrektor edukacji w organizacji End Rape on Campus (Zakończmy Gwałcenie w Kampusach), dwa czynniki wpływają na wzrost agresji seksualnej: sport oraz istnienie bractw studentów.

 

Według statystyk, za 20 proc. przemocy seksualnej w amerykańskich wszechnicach odpowiadają uczelniani sportowcy. Karasek dodała, że członkowie chętnie portretowanych w hollywoodzkich filmach bractw studenckich, statystycznie mają trzykrotnie większą szansę na popełnienie przestępstwa na tle seksualnym.

 

- Niestety istnieje kultura napaści seksualnej, która istnieje w obu tych sferach. Oba środowiska często cieszą się dużym stopniem bezkarności - stwierdziła Karasek.

 

theguardian.com