Łukaszenka podkreślił, że od czasu przyjęcia przez Białoruś obowiązującej obecnie doktryny wojennej minęło półtorej dekady i przez ten czas sytuacja na świecie i wokół Białorusi uległa radykalnej zmianie, a w szczególności zaostrzyły się różnice zdań między światowymi i regionalnymi ośrodkami w walce o poszerzenie stref wpływów. Zdaniem Łukaszenki Białorusi nie grozi co prawda bezpośrednie niebezpieczeństwo wojskowe i na pierwszy plan wysunęły się obecnie inne zagrożenia, ale jednocześnie prezydent zaznaczył, że "jak głosi mądrość ludowa, nie należy zasypywać gruszek w popiele".

 

Jak powiedział, w zeszłym roku polecił ministrowi obrony przeanalizować wszelkie warianty reakcji siłowych na współczesne zagrożenia z uwzględnieniem prognoz długoterminowych, i wziąć to pod uwagę w nowej wersji doktryny wojennej, co też uczyniono.

 

Dodał, że naród białoruski wyraża liczne pretensje wobec władzy, m.in. o wzrost cen i niskie pensje, lecz wszystkie one z czasem zostaną zapomniane.

 

- Ale jednego (naród - przyp. red.) nie wybaczy - jeśli nie zagwarantujemy bezpieczeństwa i obrony suwerenności oraz niepodległości kraju. Kiedy zabraknie skrawka ziemi, na którym będą żyć nasze dzieci i wnuki, nic już nie będzie potrzebne - ani szmatki, ani mięso, ani mleko. Dlatego, jeśli zostanie w budżecie czy państwowej kieszeni ostatni rubel, to należy go wydać na bezpieczeństwo naszego narodu - podkreślił.

 

PAP