"Były szpieg KGB zmarł na skutek zatrucia rzadkim radioaktywnym izotopem polonu przez Rosjan: Andrieja Ługowoja i Dmitrija Kowtuna. Z dużym prawdopodobieństwem działali oni na zlecenie FSB, zapewne za przyzwoleniem ówczesnego szefa tej instytucji Nikołaja Patruszewa" - podkreślił w raporcie ze sprawy sędzia Robert Owen.

 

W toku śledztwa ustalono, że między Litwinienką a Putinem panowała wrogość na gruncie osobistym, a przedstawiciele prezydenckiej administracji mieli motyw, by zabić byłego szpiega.

 

Londyn reaguje natychmiast

 

Zaniepokojone tymi informacjami są władze w Londynie.

 

Natychmiast po opublikowaniu tych informacji wdowa po Aleksandrze Litwinience, Marina Litwinienko, zażądała nałożenia na Rosję i Władimira Putina sankcji.

 

Rzeczniczka premiera brytyjskiego rządu Davida Camerona poinformowała w czwartek, że "Wielka Brytania rozważa podjęcie dalszych działań przeciwko Rosji po tym, jak brytyjskie śledztwo wykazało, że prezydent Władimir Putin prawdopodobnie zaaprobował operację FSB w celu zabicia Aleksandra Litwinienki".

 

 

"W świetle ustaleń śledczych rozważamy, jakie dalsze działania powinniśmy podjąć" - poinformowała rzeczniczka.

 

 

Kreml zaprzecza

 

Jeden z domniemanych sprawców to przedsiębiorca, były funkcjonariusz KGB i deputowany Dumy Państwowej Andriej Ługowoj. W 2007 roku brytyjskie władze zwróciły się do strony rosyjskiej z wnioskiem o jego ekstradycję w związku z podejrzeniami o udział w zabójstwie Aleksandra Litwinienki. Ługowoj określił te doniesienia jako "absurdalne".

 

Zarówno on, Dmitrij Kowtun, jak i władze na Kremlu od początku odrzucały zarzuty o udział w zabójstwie. Zrobiły to również w czwartek.

 

"Londyn upolitycznił sprawę śmierci Aleksandra Litwinienki, rzucając cień na ogólną atmosferę stosunków dwustronnych Wielkiej Brytanii i Rosji" - oświadczyło w czwartek MSZ w Moskwie. Ministerstwo dodało, że strona rosyjska nie miała podstaw, aby oczekiwać, że raport brytyjskiego publicznego śledztwa ws. Litwinienki, ogłoszony w czwartek, okaże się obiektywny i bezstronny.

 

Otrucie Litwinienki

 

1 listopada 2006 roku, w czasie kiedy Litwinienko prowadził dochodzenie w sprawie śmierci Anny Politkowskiej, nagle wystąpiły u niego objawy chorobowe, które można było przypisywać zatruciu.

 

Wcześniej Litwinienko jadł lunch w londyńskiej restauracji serwującej sushi ze swoim włoskim znajomym Mario Scaramellą, członkiem Komisji Mitrochina, która starała się wyświetlić infiltrację włoskiego życia politycznego przez KGB. Scaramella twierdził, że posiada ważne dane dotyczące kulisów zabójstwa Politkowskiej i przekazał Litwinience informacje na ten temat.

 

W śledztwie pojawiły się też informacje, że przed tym zdarzeniem Litwinienko spotkał się ze znajomym z czasów pracy w FSB Andriejem Ługowojem i nieznanym mu innym mężczyzną, który był wprawdzie małomówny, ale nalegał na wypicie wspólnie po filiżance herbaty.

 

Litwinienko w stanie ciężkim trafił do szpitala, z którego wyszedł po kilku dniach. Powrócił jednak do szpitala z objawami ciężkiego zatrucia nieznaną substancją. Na leczeniu przebywał pod strażą w University College Hospital w Londynie. Mimo starań lekarzy zmarł w nocy z 23 na 24 listopada 2006 roku. Brytyjskie słyżby medyczne podały później, że w ciele Litwinienki znaleziono radioaktywny izotop polon 210.

 

AlJazeera, PAP, independent.co.uk