Sąd stwierdził, że właściciel restauracji nie musi przepraszać niewidomych, bo nie doszło do dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność. Powodowie też nie muszą przepraszać właściciela restauracji za rzekome szkalowanie go w mediach.

 

Nie podzielono też zarzutów z pozwu, jakoby doszło do naruszenia godności i dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność. Wyrok jest nieprawomocny i można się od niego odwołać do Sądu Apelacyjnego.

 

Chodzi o zdarzenia z 2013 roku, gdy pewnej letniej niedzieli pogoda nagle zmieniła się z upału w oberwanie chmury. Tego dnia trójka niewidomych (dwoje korzysta z pomocy psów asystujących, a trzeci posługuje się białą laską) postanowiła schronić się przed nadchodzącą burzą w warszawskiej restauracji "Blue Cactus".

 

Chcieli zadośuczynienia

 

Jak twierdzą niewidomi, nie wpuszczono ich do środka, argumentując, że w lokalu są dzieci, które psy mogą pogryźć. Miały także paść słowa, że restauracja woli zapłacić odszkodowanie za niewpuszczenie niewidomych niż za pogryzione dzieci. Zaproponowano im miejsca na patio.

 

Sprawa trafiła do sądu, bo niewidomi uznali, że nie wpuszczono ich do lokalu, podczas gdy ustawa gwarantuje im, że w miejscach użyteczności publicznej mają prawo przebywać z psem przewodnikiem. Żądali za to od spółki będącej właścicielem restauracji przeprosin w prasie oraz 50 tys. zł zadośćuczynienia na cel społeczny.

 

"Nie odmówiono wstępu"

 

Zeznania powodów sąd uznał za wiarygodne tylko w części. - Nieprecyzyjnie zapamiętali przebieg wizyty w lokalu Blue Cactus. Były też rozbieżności ws. pogody - raz twierdzili, że gdy przyszli do restauracji, było przed burzą, w innym, że w trakcie, a w jeszcze innym - że zdążyli dojść do innej restauracji przed burzą. Te różnice w zeznaniach rzutują, o ile nie podważają, wiarygodności - mówił sędzia Jacek Tyszka.

 

Jak uznał sąd, powodom nie odmówiono wstępu do restauracji i skorzystania z oferty, bo zaproponowano im miejsce na osłoniętym patio. - Taka propozycja padła, ponieważ wewnątrz nie było dość miejsca, wolnego dużego stolika i warunków do pobytu trzech niewidomych osób i dwóch psów. Gdy zdarzenie miało miejsce, w restauracji było wielu gości, a powodowie nie mieli rezerwacji. Zachowanie obsługi, propozycja miejsca na patio, nie było uwłaczające godności. Powodowie nie byliby tam narażeni na potrącenia, byłoby też komfortowo dla psów. Nawet nie sprawdzali miejsca na patio, nie mogą więc teraz mówić, że miejsca były nieodpowiednie - wyliczał sędzia Tyszka.

 

Już wiadomo, że pełnomocnicy niewidomych powodów złożą apelacje, bo uważają, że rację mają ich klienci.

 

Właściciel restauracji Piotr Grajewski, choć zadowolony z wyroku, wyraził ubolewanie, że jego firma przez wiele miesięcy była przedstawiana w mediach jako nietolerancyjna. - To są zachowania, których my nie chcemy, którymi gardzimy. Zawsze byliśmy przyjaźni ludziom i zwierzętom - zapewnił

 

PAP/ Fot. PAP/Tomasz Gzell