Sytuacja w Polsce tworzy wrażenie, iż "rządy większości przeradzają się w dyktat" - oceniła Harms.


- O konsekwencjach jednak trzeba rozmawiać na koniec tego dialogu, a nie teraz, jak robią to niektórzy niemieccy koledzy, mówiący o sankcjach - dodała, odnosząc się do krytycznych wypowiedzi na temat Polski ze strony niektórych niemieckich polityków, jak szef PE Martin Schulz czy komisarz UE Guenther Oettinger.


Podkreśliła, że dystansuje się od wypowiedzi wyrażających wątpliwość, czy kraje Europy Środkowej i Wschodniej są gotowe na integrację w ramach UE.

 

- Ja pamiętam walkę o wolność i demokrację, którą Polacy zaczęli nie tylko dla siebie, ale też dla innych. To było wielkie zwycięstwo demokracji i całej UE - powiedziała Harms. Dlatego - dodała - tak trudno jest jej wyobrazić sobie to, co teraz dzieje się w Polsce i o czym opowiadają jej polscy obywatele. Wspomniała o obecnym w PE liderze KOD Mateuszu Kijowskim.


Członkostwo w UE wymaga niezależności sądu konstytucyjnego


Także niemiecka europosłanka z frakcji Zjednoczonej Lewicy Europejskiej Gabriele Zimmer poparła decyzję KE o wszczęciu wobec Polski procedury praworządności. Jak podkreśliła, przynależność do UE wymaga niezależności sądu konstytucyjnego i wolności mediów.


- Nie chodzi o kwestionowanie demokratycznej legitymacji polskiego rządu, ale o to, czy podjęte działania są zgodne z zasadą praworządności. Dlatego chcemy prowadzić tę dyskusję - powiedziała Zimmer.


Skrytykowała też postawę polskich władz w sprawie kryzysu migracyjnego. - Jeśli chcecie być czempionem w Europie, to zadajcie sobie pytanie o sprawy migracji. Nie można mówić: w tym roku Polska przyjmie 400 uchodźców. To nie powinno być możliwe - oceniła Zimmer.


PAP