- Wiele zarzutów co prawda pozostało bez odpowiedzi, ale to niekoniecznie było najlepsze forum do szczegółowego, technicznego omówienia wprowadzanych reform - powiedział Paweł Świdlicki z ośrodka analitycznego Open Europe. - To było całkiem skuteczne zaprezentowanie działań rządu jako umiarkowanych - ocenił.

 

Wystąpienie nie wpłynie na stanowisko Komisji

 

Jak podkreślił, wtorkowe wystąpienie raczej nie wpłynie na stanowisko Komisji Europejskiej, która wszczęła wobec Polski procedurę ochrony praworządności. - To była raczej dyskusja o charakterze czysto politycznym, ale być może uspokoi nieco nastroje w innych krajach Unii Europejskiej. Dla instytucjonalnego dialogu znacznie większe znaczenie będzie jednak miało orzeczenie Komisji Weneckiej przy Radzie Europy - powiedział Świdlicki.

 

- Wystąpienia liderów innych frakcji PE mogły pokazać premier Szydło i jej zwolennikom, że sama Unia Europejska jest podzielona co do tego, czy działania Komisji są właściwe, czy też przekracza ona swoje kompetencje i prowadzi próbę konfrontacji sił z państwami członkowskimi - dodała Agata Gostyńska-Jakubowska z Centre for European Reform w Londynie.

 

Trzy główne komunikaty

 

- Premier Szydło miała trzy główne komunikaty: mamy mandat do przeprowadzenia swoich reform, ale jesteśmy otwarci na dialog z Unią, mając jednak swoje zastrzeżenia wobec mechanizmu Komisji Europejskiej - powiedziała Gostyńska-Jakubowska, oceniając wystąpienie jako "dobre i w miarę wyrównane". Zaznaczyła, że "w pierwszej części przebijało się wrażenie, iż było ono bardziej skierowane do publiczności w Polsce niż partnerów w Unii Europejskiej".

 

Jednoznaczne stanowisko Kamalla

 

Eksperci zwrócili również uwagę na postawę przewodniczącego frakcji EKR w Parlamencie Europejskim, Brytyjczyka Syeda Kamalla, który jednoznacznie stanął w obronie polskiego rządu. Kamall mówił m.in., że polski rząd ma "silny, demokratyczny mandat", a "Europa ma większe problemy, którymi powinna się zająć".

 

- Nie jestem pewna, czy sam premier Cameron by się tak wypowiedział: co prawda brytyjskiemu rządowi od początku nie podobał się mechanizm kontroli praworządności, ale wątpię, aby był skłonny wyrażać głośno swój sprzeciw wobec działań Komisji Europejskiej, kiedy potrzebuje wsparcia w procesie renegocjacji członkostwa w Unii Europejskiej. Nie jest mu na rękę, aby dawać brytyjskim eurosceptykom kolejny argument, że Bruksela przekracza swoje kompetencje, bo może się to odbić na przebiegu kampanii przed kluczowym referendum - oceniła Gostyńska-Jakubowska.

 

- Kamall rozegrał to bardzo dyplomatycznie, podkreślając, że być może pewne reformy mogłyby być zmienione, ale jednocześnie wskazując na podwójne standardy w ramach Unii Europejskiej, szczególnie w zakresie niezależności mediów publicznych - dodał Świdlicki. - Jego obrona polskiego rządu była związana z chęcią uzyskania polskiego poparcia w procesie renegocjacji, ale wpisywała się też w szerszy argument przeciwko ingerencji Komisji Europejskiej w politykę poszczególnych państw - powiedział Świdlicki.

 

PAP