Przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermeliński i zastępca prokuratora generalnego Robert Hernand wnioskując przed SN o uznanie wyborów za ważne stwierdzili, że w procedurze wyborczej nie doszło do takiego naruszenia prawa, które skutkowałoby orzeczeniem nieważności wyborów.


Za najważniejszy zarzut SN uznał skargę wyborcy dotyczącą komitetu PiS, który - z racji wystawienia na swych listach kandydatów z partii Solidarna Polska, której liderem jest Zbigniew Ziobro oraz Zjednoczonej Prawicy Jarosława Gowina, powinien być komitetem koalicyjnym, a był partyjnym. Autor protestu uznał, że w ten sposób wprowadzono w błąd wyborców, co wpłynęło na wynik głosowania.


Na początku trzyosobowy skład SN uznał, że należało zawiadomić PKW o utworzeniu koalicyjnego komitetu wyborczego i załączyć umowę o zawiązaniu koalicji w celu jej rejestracji, ale według SN nieprzedłożenie umowy do rejestracji nie wywołuje skutków prawnych w postaci unieważnienia komitetu. SN uznał, że porozumienie PiS, ZP i SP nie może być uznane za umowę koalicyjną, a partie nie utworzyły koalicyjnego komitetu wyborczego, ale praktyka taka nie jest niezgodna z przepisami Kodeksu wyborczego.


77 protestów wyborczych w Sądzie Najwyższym


W zakończonych już odrębnych postępowaniach przed mniejszymi składami Sądu Najwyższego, 44 protesty pozostawiono bez dalszego biegu, jako przedwczesne lub wniesione po terminie, albo bez podstawy z Kodeksu wyborczego. 27 protestów SN uznał za uzasadnione w całości lub w części.


19 z tych 27 protestów dotyczyło przypadków błędnego ustalenia wyniku głosowania w obwodowych komisjach (dotyczyło to od 1 do 77 błędnie podliczonych głosów, omyłkowo przypisanych innemu kandydatowi). Pozostałe 8 protestów SN uznał za zasadne, ale bez wpływu na ogólny wynik wyborów.


Sędzia Józef Iwulski w sprawozdaniu stwierdził, że skala nieprawidłowości nie doprowadziła do błędu w podziale mandatów lub zmian decyzji co do uzyskania mandatu.

 

PAP