Janowicz powrócił na kort po długiej przerwie, ostatni turniej rozegrał w listopadzie w Paryżu.

 

Zarówno 25-letni Polak, jak i starszy o pięć lat gracz z USA dysponują podobnymi warunkami fizycznymi, a swoją grę opierają na serwisie. Zgodnie z przewidywaniami ich pojedynek był rywalizacją na asy. Zajmujący 56. miejsce w rankingu ATP łodzianin zanotował ich we wtorek 10, a jedenasty w tym zestawieniu Isner aż 37.

 

W imprezach ATP i w Wielkim Szlemie zawodnicy ci nigdy wcześniej się nie spotkali. Mieli jednak okazję zmierzyć się podczas ubiegłorocznej edycji Pucharu Hopmana, nieoficjalnych mistrzostw świata par mieszanych. W finale, którego jedną z odsłon był pojedynek singlowy mężczyzn, Amerykanin wygrał w dwóch setach. Z triumfu w całej rywalizacji cieszył się jednak występujący w duecie z Agnieszką Radwańską Janowicz.

 

Polak po raz czwarty wystąpił w głównej drabince singla w Melbourne. W trzech poprzednich startach za każdym razem odpadał w trzeciej rundzie. Isner w zasadniczej części zmagań znalazł się po raz ósmy. Jego najlepszym rezultatem w tej imprezie jest 1/8 finału w 2010 roku.

 

Amerykanin, który do wywalczenia awansu potrzebował nieco ponad 90 minut w kolejnej rundzie zmierzy się z Hiszpanem Marcelem Granollersem.

 

Janowicz jeszcze nie żegna się z Australią. Zgłosił się również - w parze z Mariuszem Fyrstenbergiem - do debla.