Gui, który - według b. hongkońskiego deputowanego Alberta Ho - mógł być autorem książki o byłej kochance prezydenta Chin Xi Jinpinga, mówił w telewizji, płacząc, że udał się do Chin, by zgłosić się na policję. Twierdził, że 11 lat temu uciekł przed karą wymierzoną mu w Chinach za popełnione przestępstwo.

 

W wywiadzie dla państwowej telewizji CCTV, który przeprowadzaono w areszcie, mężczyzna opowiadał, że uciekł z Chin, gdy został skazany za śmierć studenta. Potrącił go, jadąc samochodem pod wpływem alkoholu. Uważa, że dostał wówczas karę jedynie dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu - pisze AFP. "Biorę na siebie całą odpowiedzialność prawną i jestem gotów zaakceptować każdą karę" - powiedział, płacząc i prosząc o wybaczenie rodzinę zmarłego.

 

Gui, współwłaściciel wydawnictwa Mighty Current, w październiku udał się na wakacje do Tajlandii, z których już nie wrócił - informowały hongkońskie media. Jednak ani on sam, ani dziennikarze CCTV nie wyjaśnili, jak mężczyzna dostał się w ręce chińskiej policji, skoro ostatni raz widziany był w Tajlandii. Od tego czasu zaginęło jeszcze czterech pracowników wydawnictwa, które sprzedaje m.in. książki zabronione w Chinach kontynentalnych.

 

Jako że Gui ma szwedzkie obywatelstwo, Sztokholm wyrażał wcześniej zaniepokojenie zaginięciem i wzywał ambasadorów Chin i Tajlandii. Mężczyzna w wywiadzie jednak zaapelował do władz Szwecji o nieinterweniowanie w jego sprawie. "Mam nadzieję, że szwedzkie władze uszanują moje wybory, moje prawa oraz moje życie prywatne i pozwolą mi zająć się własnymi sprawami" - powiedział w wywiadzie.

 

Jednak wyjaśnienia zatrzymanego nie przekonały jego córki - pisze AFP. Jak informuje popularny tabloid "Apple Daily", oceniła ona, że niemożliwym jest, by jej ojciec samowolnie oddał się w ręce chińskich władz.

 

Na początku stycznia żona innego zaginionego księgarza z Hongkongu Lee Bo, współpracującego z Mighty Current, wycofała zgłoszenie zaginięcia. Poinformowała, że jej mąż do Chin kontynentalnych udał się z własnej woli. Jednak po zaginięciu Lee pojawiły się spekulacje, że mógł zostać wywieziony z Hongkongu przez chińskich funkcjonariuszy.

 

Krytycy władz w Pekinie często znikają bez wieści w Chinach kontynentalnych. Później okazuje się, że trafili do aresztu. Jednak według BBC do takich wydarzeń wcześniej nie dochodziło w Hongkongu.

 

Hongkong od 1997 roku jest specjalnym regionem administracyjnym ChRL. W myśl ukutej przez ówczesnego przywódcę Chin Deng Xiaopinga zasady "jeden kraj, dwa systemy", Hongkong cieszy się szerokim zakresem autonomii, a jego mieszkańcy korzystają ze swobód niedostępnych dla ich rodaków z innych części ChRL, w tym wolności słowa i prasy.

 

PAP