- Dopóki nie jesteśmy w stanie zrozumieć tego problemu i związanych z nim zagrożeń, nasz kraj nie może być ofiarą straszliwych ataków ze strony ludzi, którzy wierzą w dżihad – oświadczył w grudniu Trump. Jego słowa były odpowiedzią na masakrę w San Bernardino w Kalifornii, w czasie której powiązani z Państwem Islamskim, 29-letnia Tashfeen Maliki i jej mąż, 28-letni Syed Rizwan Farook, zastrzelili 14 osób i ranili 21.

 

Mowa nienawiści

 

Oświadczenie miliardera o zakazie wjazdu dla muzułmanów oburzyło nie tylko Biały Dom, ale także pochodzącą ze Szkocji dziennikarkę i aktywistkęSuzanne Kelly. Ta napisała petycję do brytyjskiego parlamentu, w której apelowała o wydanie Trumpowi "wilczego biletu". Jej zdaniem Trump szafując w swoich publicznych wypowiedziach mową nienawiści zagraża porządkowi publicznemu. Pod petycją w sprawie zakazu wjazdu dla Trumpa zebrano ponad 574 tys. podpisów.

 

W Wielkiej Brytanii każda petycja podpisana przez ponad 100 tysięcy obywateli jest dyskutowana przez specjalną parlamentarną komisję i – jeśli wyda się warta uwagi – przekazywana pod dyskusję parlamentu. W ten sposób Amerykanin stał się w poniedziałek tematem numer jeden w Pałacu Westminsterskim (siedziba obu izb brytyjskiego parlamentu – red.).

 

Groźby Trumpa

 

Choć debata nie zakończyła się głosowaniem, dla polityków stała się doskonałą okazją do wyrażenia swoich opinii w tej sprawie. Co ciekawe, firma Trumpa już na początku stycznia, w odpowiedzi na planowaną debatę, opublikowała oświadczenie. Zapowiedziała w nim, że jeśli brytyjski parlament wyda miliarderowi zakaz wjazdu na terytorium kraju, Wielka Brytania będzie mogła zapomnieć o jego milionowych inwestycjach. Zaś wiceprezes Trump Organization dodał, że uchwalając taki zakaz wobec Donalda Trumpa "Westminster stworzyłoby niebezpieczny precedens i wysłał w świat wiadomość, że Wielka Brytania jest przeciwko wolności słowa".

 

Trump wciąż szokuje

 

Nie tylko wypowiedzi Trumpa o muzułmanach zszokowały opinię publiczną. Startującemu w wyścigu o nominację Partii Republikańskiej kontrowersyjnemu miliarderowi regularnie zdarza się obrażać kobiety, swoich politycznych przeciwników, weteranów wojennych i piastującego urząd prezydenta, Baracka Obamę. Wszystko dlatego, że jak twierdzi, "nie ma czasu na polityczną poprawność”.

 

CNN, polishexpress.co.uk