- To nie prawda, że była to decyzja polityczna. Standard & Poor's mówi, że działania większość parlamentarnej osłabiły w Polsce instytucje, które według konstytucji mają stanowić bezpieczniki polityki, jak np. Trybunał Konstytucyjny. Gdzieś tam między wierszami można wyczytać, że S&P obawia się, że następną instytucją, której autonomia zostanie ograniczona będzie Narodowy Bank Polski - wyjaśnił w "Gościu Wydarzeń"  prof. Orłowski, który jest członkiem Narodowej Rady Rozwoju powołanej przez prezydenta Andrzeja Dudę.  

 

Maciej Stroiński, prowadzący program, dopytywał, czy takie ograniczenie niezależności NBP jest możliwe?

 

- Jeśli słyszy pan polityków PiS mówiących, że Sejm jest suwerenem i żadna instytucja nie może pokrzyżować jego planów zmian, a jak chce je pokrzyżować, to się zmieni prawo, to wynika z tego, że NBP jest zagrożony - odpowiedział ekonomista.

 

NBP a realizacja obietnic wyborczych PiS

 

Profesor podkreślił, że NBP ma konstytucyjnie zapisany obowiązek dbania o stabilność pieniądza. - Pytanie, czy jeśli dojdzie do konfliktu między chęcią np. realizacji obietnic wyborczych, a stabilnością cen, którą NBP ma gwarantować, nie padnie ten sam argument -  zastanawiał się Prof. Orłowski.

 

Jak podkreślił S&P nie interesuje czy rząd postąpił źle np. w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, bo agencja ocenia "jakie jest ryzyko, że Polska może nie być w stanie na dłuższą metę obsługiwać w pełni swojego zadłużenia".

 

- Nasi politycy mogą spędzić bardzo wiele czasu dyskutując o tym kto zawinił, czy to spisek jest, czy to banki namówiły. Można mówić, co się chce, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Inwestorzy na świecie patrzą na ratingi. Są przyzwyczajeni do tego, że jak agencja obniża rating jakiegoś kraju, to jego władze protestują, że decyzja jest niesłuszna - powiedział profesor.

 

"Na rating A- Polska pracowała latami"

 

Zdaniem Witolda Orłowskiego przez decyzję Standard & Poor’s może spaść wartość złotego, co oznacza, że więcej kosztować będzie nasze zadłużenie. Zaznaczył jednak, iż wszystko zależy od tego, czy dwie pozostałe agencje ratingowe podejmą podobną decyzję co S&P. 

 

- Jeśli tak się stanie, to Kowalski bardzo szybko odczuje to na stacji benzynowej, jego kredyt będzie też droższy. Nasz rząd ma bardzo duży dług w walutach obcych, budżet został skrojony w sposób do zrealizowania, ale bez żadnych rezerw, a minister finansów zakładał, że złoty wzmocni się w tym roku. To może oznaczać problem. Jak jest dziura w budżecie, to albo trzeba podnosić podatki, albo ciąć wydatki - zauważył Witold Orłowski.

 

Zdaniem profesora decyzji S&P szybko nie da się "odkręcić", bo na rating A- Polska pracowała latami.

 

- Trzeba przekonać świat, że Polska jest stabilną demokracją, że instytucje są mocne, a niezależności NBP nikt nie będzie ograniczał - argumentował.