Wczoraj sekretarze generalni grup politycznych w PE wstępnie przełożyli debatę na środę, 20 stycznia. Przemawiał za tym fakt, że we wtorek, 19 stycznia, przedstawiciel Luksemburga podsumuje półroczne przewodnictwo tego kraju w UE, które zakończyło się w grudniu. W debacie powinni uczestniczyć Holendrzy, którzy od stycznia kierują pracami Unii.

 

Według nieoficjalnych informacji, o debatę we wtorek (czyli w początkowo planowanym terminie) poprosiła w rozmowie telefonicznej z przewodniczącym PE premier Beata Szydło. Argumentowała, że w tego dnia będzie mogła w niej uczestniczyć, a w środę - z powodu innych zobowiązań - nie przyjedzie do Strasburga.  

 

Ostateczna decyzja o programie posiedzenia należała jednak do konferencji przewodniczących, czyli szefa PE Martina Schulza a także przewodniczących frakcji w europarlamencie, którzy spotkali się czwartek w Brukseli. Nie ma natomiast decyzji w sprawie ewentualnej rezolucji dot. Polski, której przyjęcia chce grupa europosłów. Niewykluczone, że temat rezolucji pojawi się na posiedzeniu PE w lutym.   

 

"Rozmowa w miłej atmosferze"

 

Szydło i Schulz rozmawiali telefonicznie w czwartek rano. Przedoniczący PE poinformował, że rozmowa dotyczyła nie treści planowanej debaty, lecz przygotowań do niej, i "przebiegała w miłej atmosferze".

 

- Każdy, bez względu na swoją narodowość, ma prawo do komentowania i krytykowania politycznych decyzji oraz partii -  powiedział w szef Parlamentu Europejskiego, pytany o jego niedawne kontrowersyjne wypowiedzi o sytuacji w Polsce.

 

- Moja żona urodziła się w Polsce, więc bardzo doceniam naród polski. Jako niemiecki polityk widzę szczególną odpowiedzialność mojego kraju za stosunki polsko-niemieckie. Podziwiam wielu Polaków i wielką historię Polski - podkreślił.

 

Jak dodał, krytykowanie partii politycznych nie jest wymierzone w naród. - Nie mam obowiązku zgadzania się z działaniami partii politycznej, której działania są sprzeczne z moimi poglądami. Ta partia ma prawo krytykować moje działania, co zresztą robi - powiedział Schulz.

 

W środę Komisja Europejska zdecydowała się wszcząć wobec Polski pierwszy etap procedury monitorowania przestrzegania prawa w państwie członkowskim UE. Jako powody podała m.in. niepokojące zmiany w ustawach o Trybunale Konstytucyjnym i mediach publicznych.

 

PAP