Dotychczasowy lider Francuz Stephane Peterhansel miał siódmy wynik, ze stratą ponad 9 minut do triumfatora. Sześciokrotny zwycięzca Dakaru wśród motocyklistów oraz pięciokrotny w rywalizacji samochodów jest na drugiej pozycji w klasyfikacji generalnej. Od kolegi z zespołu Peugeota dzieli go siedem minut.


Przy Peterhanselu stawiano znak zapytania, bowiem zespół Mini złożył protest przeciwko Francuzowi. Miał on tankować na zwykłej stacji benzynowej, a nie w wyznaczonym punkcie. Jeśli ten zarzut by się potwierdził, groziła mu kara sześciu godzin lub nawet dyskwalifikacji. Jednak komisja sędziowska nie dopatrzyła się nieprawidłowości.


W gronie motocyklistów najszybszym był ponownie Australijczyk Toby Price. Na 37. pozycji uplasował się Jakub Piątek, a na 70. Maciej Berdysz.


Wśród quadowców całe podium dla gospodarzy. Wygrał Pablo Copetti, wyprzedzając braci Alejandro i Marcosa Patronellich. W rywalizacji ciężarówek kolejny sukces załogi Holendra Gerarda de Rooya z Polakiem Dariuszem Rodewaldem w składzie.


Małysz uderzył w drzewo. "Polak nigdy się nie poddaje"


Ze stratą trzech godzin do Sainza na 46. miejscu sklasyfikowany został Adam Małysz z francuskim pilotem Xavierem Panserim.


"Startowaliśmy z 62. pozycji, czyli znów jazda za ciężarówkami i walka o przetrwanie. Po około 50 km, podczas wspinania się na wydmę, musieliśmy nagle odbić w dół, bo ciężarówki zatrzymały się przed nami. To skończyło się uderzeniem w drzewo. Niby nic poważnego się nie stało, ale gałęzie wpadły do środka przez szybę, rozbijając ją i jeden z reflektorów. Jechaliśmy dalej, ale po jakimś czasie silnik zaczął się mocno przegrzewać, więc co 3-4 km trzeba było stawać i czekać aż ostygnie" – napisał na Facebooku Adam Małysz


"Coś zaczęło się też dziać z napędami i auto nie mogło podjechać nawet pod najmniejsze wzniesienie. Robiło się coraz gorzej, a sprzęgło ledwo dawało już radę. Do mety, dzięki Bogu, skróconego odcinka, dojechaliśmy z prędkością 20-30 km na godzinę. Ale się udało! Po ostatnich przeżyciach wydało mi się, że gorzej być już nie może, a jednak... Były momenty, że myślałem, iż tym razem nam się nie uda, ale trzeba wierzyć i walczyć do samego końca - Polak nigdy się nie poddaje. W środę jedziemy dalej. Zobaczymy, jakie jeszcze wyzwania Dakar ma dla nas w tym roku" – dodał.


Nieco lepiej wiodło się we wtorek litewsko-polskiej załodze Benediktas Vanagas - Sebastian Rozwadowski.


- Startowaliśmy wraz z ciężarówkami, z 35. pozycji. Udało się wyprzedzić sporo rywali, tam gdzie inni stali w miejscu, my jechaliśmy. To cieszyło, aż w pewnym momencie usłyszałem dźwięk i od razu zrozumiałem, że uszkodziliśmy półoś. Okazało się, że poszły też hamulce. A na deser - uszkodzeniu uległo sprzęgło. To był bardzo gorący dzień - mówił na mecie Vanagas.

 

Załodze, która nie ma wsparcia serwisu, udało się usunąć awarie i ich Toyota powróciła do rywalizacji kończąc odcinek specjalny na 25. pozycji.


W środę ponownie krótki odcinek specjalny długości 278 km, ale w sumie 10. etap z Belen do La Rioja liczy 763 km.

 

PAP