Ze zgłoszeń klientów klubów wynikało, że mogli być w nich odurzani i oszukiwani. Budzili się z rachunkami opiewającymi na duże sumy. Największy rachunek wynosił niemal milion złotych.


Mężczyźni twierdzili, że w podczas wizyty w lokalu wykorzystano ich stan po wypiciu alkoholu, bądź że w napojach podano im substancje psychoaktywne, po których nie byli świadomi swoich czynów. W 2014 roku poznańska prokuratura postawiła zarzuty oszustwa pięciu kobietom.


Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Magdalena Mazur-Prus, ostatecznie śledczy nie stwierdzili, by w lokalach doszło do popełnienia przestępstwa.


- Badaliśmy przebieg pobytu osób, które się do nas zgłosiły. Tam, gdzie było to możliwe, przeprowadziliśmy badania próbek włosów, krwi, moczu pokrzywdzonych. Żadne z tych badań nie wykazały, by osoby te znajdowały się pod wpływem środków psychoaktywnych, poza jednym przypadkiem, gdzie pokrzywdzony sam przyznał się do zażycia takiego środka - podała rzeczniczka.


Rzeczniczka powiedziała, że w toku śledztwa m.in. badano grafologicznie pisemne oświadczenia pokrzywdzonych, którzy uznawali poniesione w lokalu wydatki. Weryfikowano też, czy mężczyźni w chwili składania podpisów, byli świadomi tego, co robią.


Alkohol za kilkanaście tysięcy złotych


- W większości przypadków, pokrzywdzeni już wtedy, gdy szli do klubu byli pod wpływem alkoholu. Tam pili dalej. Nie stwierdziliśmy jednak takiego przypadku, żeby ktoś był tam nieprzytomny a inne osoby wykorzystały jego stan w ten sposób, że wypłacały jego pieniądze, bądź podkładały mu coś do podpisania i kierowały jego ręką - powiedziała Mazur-Prus.


Jak wyjaśniła, choć napoje alkoholowe w lokalu kosztowały nawet kilkanaście tysięcy złotych, cennik napojów i usług był znany osobom tam przychodzącym.


- Tam nikt nikogo na siłę nie zatrzymywał. Jednak zachowanie pracowników klubu było nakierowane na to, by klienci zostali w lokalu i wydawali w nim pieniądze. Okoliczność, że oni byli pod takim czy innym działaniem alkoholu, mniej lub bardziej orientowali się w sytuacji w żaden sposób nie może skutkować odpowiedzialnością karną pracowników klubu - powiedziała.


- Były i takie sytuacje, że po obejrzeniu zarejestrowanego materiału wizyjnego, część pokrzywdzonych wycofywała się ze stwierdzeń, że była do czegoś zmuszana, lub, że ktoś wykorzystał ich stan - podała rzeczniczka.


Prawie milion złotych za jeden wieczór


Śledczy ustalili m.in. przebieg wizyty w lokalu mężczyzny, który wydał w nim największą kwotę. Jak napisał "Głos Wielkopolski", który podał informację o umorzeniu postępowania, za 970 tys. zł mężczyzna zamawiał tańce, alkohole i skorzystał z usługi zwanej "Formuła 1": był oblewany szampanem niczym zwycięzca wyścigu. Część tej kwoty mężczyzna zapłacił służbową kartą, podpisał też oświadczenie o uznaniu długu wobec spółki prowadzącej klub.


- W momencie, gdy wszczynaliśmy postępowanie, gdy stawiane były zarzuty, mieliśmy kategoryczne oświadczenie tego mężczyzny, że on niczego nie podpisywał, że nie pamięta tego co się działo w klubie. Odtworzono mu materiał z jego wizyty, przesłuchani zostali towarzyszący mu koledzy, podpis pozostawiony na oświadczeniu był jego podpisem - powiedziała Mazur-Prus.

 

PAP